poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Szlak Trójmiasta Ogrodów otwarty

Uroczyście otworzyliśmy Szlak Podwarszawskiego Trójmiasta Ogrodów, szlak na razie bez szlaku
(czyli oznaczenia) ale trasy są zapisane, przewodnik z mapami wydany, i około 200 rowerzystów przebrnęło pierwszą próbę. 26 kilometrowy szlak otworzyła pani Burmistrz Milanówka, Milanowskie Centrum Kultury przygotowało grilowy piknik. Dopisali goście z Warszawy, Grodziska, Mszczonowa, Pruszkowa, nie brakowało rowerzystów z Brwinowa, Podkowy Leśnej i Milanówka - mieszkańców trzech miast przez  które przechodzi szlak,  no i prawie cała ekipa STR.
Szlak pokonywaliśmy w grupach, różnie się jechało, jedni się trochę pogubili, inni co kawałek przystawali aby przyjrzeć się bliżej obiektom na trasie, a jeden nadgorliwy przewodnik wręcz robił wykłady, ale chyba wszyscy dotarli na piknik. Ci co startowali z Milanówka na kiełbachę zasłużyli po całej pętli, startujący z Brwinowa i Podkowy po przekąsce i odpoczynku musieli jeszcze wrócić na trasę.

Od dziś trasę można zacząć w dowolnym miejscu i wrócić do miejsca startu. Mam nadzieję, że będzie to zachęta dla turystów z poza naszego rejonu, a i dla mieszkańców nowe doświadczenia, nowe wiadomości a jak przyjadą do was goście, zaproście ich z rowerami,  macie przewodnik, wsiadajcie na rowery pokażcie naszą okolicę i opowiadajcie, jak ten jeden nadgorliwy z naszych, a potem, potem można na grila. Bo tak od rana to tym dymem z nad rusztu samemu się można uwędzić.
 więcej zdjęć w galerii 2

ps. Pani Burmistrz ruszyła w pierwszej grupie, dałem jej najlepszych opiekunów, młodych, prężnych, znających trasę a i tak się w połowie zgubiła, ale na piknik dotarła, z mężem.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Promocja szlaku Trójmiasta Ogrodów

22 kwietnia (niedziela) zapraszam szczególnie wszystkich z STR i przyjaciół rowerzystów z okolicy, a okazją jest promocja przewodnika po naszej okolicy,
którego jestem współtwórcą. Imprezę organizuje CKiP
Milanówek a STR jest jego częścią, proszę więc jednocześnie o pomoc w organizacji.

Plakat obok plakatem, to dla chętnych z zewnątrz,
a dla STR zbiórka w Parku Zielony Dołek w Milanówku ul. Krótka 10 o godz. 10,15.
Dla części wiadomej, już wtajemniczonej zbiórka w Brwinowie na rynku przy fontannie godz.11.00.
Kierujących ruchem proszę o zabranie umundurowania.
Pozostałych proszę o strój służbowy (będzie okazja do nowego zdjęcia na naszą stronę).









poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Legenda o diable

Mamy zobowiązanie wobec właściciela Muzeum Diabła. Musimy wykonać artystyczne dzieło, czyli diabła z części rowerowych i napisać o nim legendę.
50% planu już jest. Oto legenda, którą napisał Tadeusz.


Diabeł Milanowski Pedał
Dawno temu, ale nie tak bardzo dawno. Ci, którzy mają siwe włosy pamiętają te czasy. Czyli działo się  w latach trzydziestych dwudziestego wieku.
W mieście Radom, które leży nad rzeką Radomka była fabryka. W fabryce robiono wiele zupełnie zbytecznych przedmiotów, ale wytwarzano również rowery. Do fabryki z jednej strony wjeżdżały blachy i blaszki, śrubki, nakrętki i podkładki, farby i lakiery, a z drugiej strony wyjeżdżały piękne lśniące rowery. Wprost cuda techniki.
W wielkiej hali produkcyjnej, w jej najciemniejszym kącie, gdzieś tam za ósmą maszyną, a może nawet za dziewiątą leżała sobie mała kupka różności. Ot jakieś opiłki, zepsute śruby. Po prostu szpargały. Jednak któregoś dnia w tej właśnie kupce na świat przyszedł diabełek. Początkowo był maleńki i nie przypominał zupełnie niczego. Jednak już od samego początku lubił psoty i figle. A to zmieszał druciki z blaszkami, a to poprzestawiał farby. I za każdą udaną psotą diabełek rósł. Mając na uwadze przedmioty, które produkowano w innych halach, dobrze że został tam gdzie był. Mijały lata diabełek rósł i mężniał.

Przyszły na fabrykę ciężkie terminy i diabeł musiał uciekać. Błąkał się po Polsce. Smutny. I któregoś dnia trafił do podwarszawskiego Milanówka. A tam była grupa ludzi, którzy lubili rowery. Tu diabeł odżył., zadomowił się. Wróciły dawne dobre czasy. Można było psocić do woli. Czasem sypnął szkiełka pod koło. Ileż to było radości, gdy spocony rowerzysta powtarzając słowa, które w żadnym wypadku nie nadają się do druku, ściągał koło, oponę i łatał dętkę. Niektórzy nazywali go Gumisiem, ale to nie jest jego imię. Bo on nie tyko dziurawił dętki. Zrzucał łańcuchy. Szczególnie lubił to podczas jazdy pod górę. Potrafił w domu przed samym wyjazdem tak przysiąść na kluczach, że biedny rowerzysta z obłędem w oczach miotał się po domu w poszukiwaniu zguby. Ale Milanowscy Kolarze polubili diabła. Nadali mu nawet imię Milanowskiego Pedała. Któregoś dnia jednak Pedałek przesadził. Tak poluzował śrubki w hamulcach roweru, że mało co a doszłoby do wypadku. Rozgniewali się Kolarze. Ich Wódz i najmądrzejszy z nich Adam zwołał naradę, na której postanowiono co zrobić ze złośliwcem. Na naradzie zapadła decyzja. Nocą w warsztacie, po sprawdzeniu czy w kącie nie ma Pedałka, rzemieślnicy zrobili z części rowerowych jego podobiznę. Wiedzieli, że jest ciekawski i da się złapać. Gdy następnej nocy Diabeł wślizgnął się do warsztatu bez chwili wahania wplatał się w zmyślną konstrukcję. Wystarczyło jeszcze wkręcić dwie śrubki i Milanowski Pedałek został zaklęty w metalowe kształty.
Na tym właściwie można by skończyć, gdyby nie to, że kiedy rowery się rozpędzą, coś świszczy w szprychach i chichocze w przerzutkach. Że nadal coś czasami sypnie gwoździki pod koła, spadają łańcuchy i gubią się różne rzeczy.
Czy to te dwie śrubki nie zostały dokręcone, czy Diabeł znalazł inną drogę ucieczki, ale Milanowski Diabeł Pedałek jest z nami. Jest ze wszystkimi rowerzystami świata.

niedziela, 15 kwietnia 2018

byliśmy w piekle




Kolekcja diabła polskiego "Przedpiekle" istnieje 39 lat i uważana jest za drugą taką kolekcję w świecie pod względem liczby eksponatów. Prywatny zbiór liczący około 2800 obiektów polskiego pochodzenia jest kolekcją etnograficzną, którą na pewno warto zobaczyć. Każda rzeźba, rysunek, grafika, malunek, wycinanka, ekslibris czy obraz olejny wywodzi się z podania, legendy, opowiadania czy anegdoty folklorystycznejDiabły wykonane zostały z drewna, gałganów i drutu, gliny, ceramiki, gipsu, szkła, żelaza, miedzi, cukru i ciasta, plastiku, sznurka, wełny i futra; są malowane farbami olejnymi, akwarelami, akrylami, pastelami i tuszem; wytłaczane na ręcznych i drukarskich prasach; wycinane zwykłymi nożyczkami i nożycami do strzyżenia owiec.


Bardzo bałem się tej wycieczki, jak diabeł święconej wody, bo to i Warszawa, bo to muzeum w bloku, w piwnicy, a nas harpaganów mnóstwo, jak się tam pomieścimy... . Trasa wyszła ok. do Warszawy też bokami można (dzięki dla Sławka, że realizował plan mojej trasy i Michała, że ją zamknął) - diabły wcielone...
A były i diablice i było takie porzekadło, gdzie diabeł nie może tam babę poślę, posłał i STR, wprawdzie z babami, ale to nam pomogło, dotarliśmy do diabelskiego raju. Przemili właściciele, choć przyjmują tylko po 5 osób, ze względu na lokalizację Muzeum, nas jakoś upchnęli w tym piekle. I okazało się, że diabeł nie taki straszny...
straszniejsze jest to, że podpisaliśmy cyrograf, że zrobimy diabła z części rowerowych i dorobimy do tego legendę... i tak zrobimy. 
i to zobowiązuje, a idź do diabła... może raczej jedź, jedź bo warto, nam wyszło 83 km, do piekła jest dużo dalej... ale czy ciekawej?
 więcej zdjęć w galeri 2, diabelskich zdjęć, już wyszły z ukrycia...


środa, 11 kwietnia 2018

Diabelska wycieczka

15 kwietnia (niedziela) - Prywatne Muzeum Diabła Polskiego - nietypowe, znajduje się w piwnicy bloku na Mokotowie, a kolekcja niebagatela, ponad 2800 diabłów (wejście po  5 osób).
Start pod MCK godz. 9,00.
Trasa; Milanówek - Otrębusy - Nadarzyn - Łazy - Janczewice - Podolszyn - Dawidy - Warszawa Służew - Mokotów (Bukowińska 26) - powrót: Służew - Dawidy - Falenty - Suchy Las - Komorów - Parzniew - Brwinów - Milanówek.
Dystans ok. 80 km

niedziela, 8 kwietnia 2018

Muzeum lniarstwa - Żyrardów

...Dziękuję ci. mój ojcze, żeś mi to uczynił, czego moje niespokojne chęci uczynić nie mogły. Złota chciałem, a tyś mi lepszą rzecz dał. Bo w złocie możni tylko by chodzili, a w tym lnie oto cały lud mój ubogi chodzić będzie. I zaraz dał krajać koszule z płótna onego i sierotom rozdzielić, z czego wielka radość była w całym kraju.
 Jak to ze lnem było - Maria Konopnicka

A jak było u nas.
Wycieczka do Muzeum Lniarstwa w Żyrardowie, wreszcie pogoda, frekwencja po byku 38 sztuk od nas, do tego goście (w sąsiedniej Podkowie Leśnej powstaje Sekcja Rowerowa, przyjechali podpatrzeć, ze swoim burmistrzem, w liczbie, szok, jak na pierwszy raz 21 sztuk - oczko, i niech im się dzieje jak najlepiej, jeszcze nie raz się spotkamy) ... to w sumie nas było 59 a kilometrów tylko 55 (niespełna kilometr na łebka)

Daliśmy radę, dziś Podkowa zobaczyła jak my to robimy, jutro my będziemy podpatrywać Podkowę. 
Człowiek całe życie się uczy a butla wybucha raz na 6 lat (taka dygresja dla wtajemniczonych, nie wszystko zawsze się może udać). Ale wycieczka się udała, takie mam odczucia, Ela z Podkowy również.
(może ten wiatyr na powrocie niepotrzebny, ale cóż pęto kiełbasy i do przodu)

A Muzeum?  Jak to ze lnem było, a było, po nitce do kłębka, albo i jeszcze wcześniej, od roślinki do kołtuna, od kołtuna do niteczki, od niteczki do płócienka, a z płócienka sukieneczka, albo i obrusik, albo zgrzebna koszula...

Potwierdził to kołtun dwugarbny, choć nie wchodził w szkodę, a nam po tej lekcji, aż tak nieodległej historii trochę szkoda, szkoda żyrardowskiego lnu, szkoda milanowskiego jedwabiu, pozostał nam jedwab- pekin, len- pekin i muzeum....

ale oprócz czytania tych wypocin zajrzycie do galerii 2 - foto mówi więcej,... to  już wkrótce.



poniedziałek, 2 kwietnia 2018

po nitce do kłębka

8 kwietnia zawitamy do Muzeum lniarstwa w Żyrardowie

Start pod MCK Milanówek godz. 10,00.

Uprząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki, prządą, sobie prządą ... lniane ... niteczki

wobec tego tak; przez wątek i osnowę...
Wątek; Milanówek - Chlebnia - Izdebno - Stanisławów - Holendry Baranowskie - Feliksów - Nowe Kozłowice - Żyrardów --- Muzeum Lniarstwa ---
Osnowa; Żyrardów - Międzyborów - Stare Budy Radziejowskie - Kuklówka Zarzeczna - Mościska - Grodzisk - Milanówek. Dystans ok 55 km.