poniedziałek, 16 września 2019

Najbliższy weekend

21 września (sobota)
Terenowe wyścigi kolarskie - Turczynek (stadion KS Milan) rozpoczęcie godz.10,00 (zmiana godziny)
(zapraszam panów do pomocy do  przygotowania imprezy na godz. 8.30, panie na godz. 9,30)
- liczę na mocną frekwencję.

22 września (niedziela) - Rajd na orientację - W pogoni za szarlotką - Mszczonów (zmiana w  kalendarzu,  wypada Warszawa).
Na SZARLOTKĘ obowiązują zapisy, do 18 września do godz.16,00 przez internet
kartę zgłoszeniową można pobrać tutaj
Start we Mszczonowie pod termami godz. 8.30
Dla tych co rowerami z Milanówka zbiórka pod MCK godz. 7,00

Karp i karpik... i nie tylko

To miała być typowo kulinarna wycieczka ale okazało się, że po drodze odwiedziliśmy również inne ciekawe miejsca. Na początek przejeżdżając przez Książenice wstąpiliśmy do Strefy Ruchu, gdzie obejrzeliśmy wystawę pt; Strefa niepodległego sportu przedstawiające postaci związane ze sportem w okresie II Rzeczpospolitej. Wśród wielu dyscyplin królował tenis, ale naszą uwagę przykuwały oczywiście rowery.
No, ale główny punt - rybka KARP I KARPIK, zaliczony, zjedzony, w różnych konfiguracjach, i nie tylko karpik, sum i pstrąg również podpłynął. Rybka dobra, ale całe szczęście, że byliśmy tam w miarę wcześnie, bo tłumy klientów tam się zjeżdżają.

Po rybce zahaczyliśmy jeszcze o Brwinów. Tam w ramach Dni Brwinowa, obejrzeliśmy inscenizację bitwy pod Brwinowem z września 1939 roku z nalotem messerschmitta (wprawdzie to zwykła awionetka w niemieckich barwach), ale bombardowanie było.
Kilometrarz lajtowy - 5 dyszek, ale powoli zbliża się koniec sezonu.
w Galerii 2 więcej zdjęć.

sobota, 14 września 2019

Armenia


Swą podróż zaczęliśmy w Erywaniu, dokąd udaliśmy się samolotem.  Zwiedzanie stolicy Armenii zostawiliśmy sobie na deser i ruszyliśmy przez góry nad jezioro Sevan (przez Ormian nazywane morzem). Już pierwsze podjazdy dały nam mocno w kość, zwłaszcza, że jechaliśmy z całym wyposażeniem biwakowym, wypchane sakwy, namioty stanowiły duże obciążenie. Widoki na jeziorem Sevan niesamowite, pełno wody, otoczone górami. Jest to jedno z najwyżej położonych jezior na świecie, znajduje się na wysokości 1916 m n.p.m. Po dwóch dniach podróży brzegami Sevanu pociągnęło nas jeszcze wyżej. Wspięliśmy się na przełęcz Sulema, na wysokość 2410 m n.p.m. Tu z góry bajkowe krajobrazy, kręte drogi jak wstążeczki pofałdowane wiatrem, gdzieniegdzie samochodziki  jak z dziecinnej kolekcji i zielone wioski na zboczach żółtych gór. W sumie przez niemal całą wyprawę zmagaliśmy się z górami.
 Armenia to pierwszy chrześcijański kraj na świecie. W 301 roku król Tiridas III ustanowił chrześcijaństwo religią państwową a Grzegorz Oświeciciel został Katoliksem – Patriachą Kościoła Ormiańskiego. Stąd na naszej drodze głównymi punktami były starożytne świątynie, monastyry i chaczkary (kamienne ormiańskie krzyże). Zwiedziliśmy klasztor Norawank wśród czerwonych skał, Sewananak nad jeziorem Sevan, Geghard wysoko w górach, świątynię Mitra w Garni i wiele innych. Odwiedzilśmy również Eczmiadzyn, ormiański odpowiednik Watykanu (chrześcijańscy ormianie mają swojego zwierzchnika kościoła Katoliksa i nie podlegają Papieżowi).
Armenia to również kraj wina, najsłynniejsze to Areni, naprawdę doskonałe. Jadąc wśród rozległych plantacji winogron, co i raz częstowano nas winogronami, aż do przesytu. Zajrzeliśmy również do ormiańskiej winnicy gdzie suto nas ugoszczono.
Na koniec zwiedzanie stolicy Armenii – Erywania. Wszystko co najważniejsze w tym mieście zobaczyliśmy; Kaskady, Plac Republiki z przepięknym pokazem tańczących fontann, Katedrę św. Grzegorza, Błękitny Meczet, główny deptak – Prospekt Północny, oraz okazałą Erywańską operę (gdzie tego dnia niestety nie było spektaklu ormiańskiego, i w ramach jakiegoś święta przyjaźni armeńsko-chińskiej wysłuchaliśmy spektaklu chińskiego, nie polecam, odgłosy jak z ubojni zwierząt.
 W oddali święta góra ormian - Arrarat, niestety dzisiaj po tureckiej stronie, podziwialiśmy ośnieżony szczyt gdzie niegdyś dopłynął na swojej Arce Noe.

W sumie przejechaliśmy nieco ponad 500 km, ale w tym terenie to naprawdę wyczyn. Temperatura często wskazywała powyżej 30 stopni, pot lał się strumieniami, ale w nocy w górach mocno spadała i często w namiotach marzliśmy. Zdarzały się również burze, ale te zazwyczaj szybko mijają. Bywało i tak, że tam gdzie chcieliśmy się rozbić grasują niedźwiedzie i  trzeba było zmykać. Polecamy odwiedzić Armenię, przepiękny kraj, choć mocno zróżnicowany, bieda na Kaukazie i wypasiona stolica. 
Pozdrawiam po ormiańsku – are, are. Poniżej szczegóły naszej wyprawy, dzień po dniu;

Dzień 1; Erywań - Nor Geghi - 36 km. (przez Erywań przejechać rowerem to nie lada wyzwanie, uff, udało się, chcąc uniknąć głównych dróg wpadliśmy na zupełne bezdroża, ale nocleg pod niedokończonym sanatorium, wśród stada krów, ok.

Dzień 2; Nor Geghi - Hrazdan - 43 km (pierwsze poznanie z ormianami, wspólne śniadanie, wędzone ryby i coś na ząb, tu pierwszy poważny podjazd gdzie umknął nam Błękitna Strzała, ale wrócił i odpoczywał z nami, na tym etapie uczyliśmy się jak jeść w restauracji, żeby jeść razem, a nie jeden nic, a drugi wszystko)


Dzień 3; Hrazdan - jezioro Sevan - 48 km (dotarliśmy nad armeńskie morze, jezioro Sevan, zaczęło padać, ale klasztor Sewananak zwiedziliśmy, kupiłem pierwszy dzwoneczek, nocleg nad jeziorem na campingu, nad wodą, za wodą szczyty gór, malutka kąpiel, chwila plaży, kilikia i spać)



Dzień 4; Sevan - Martuni - 68 km (tu mieliśmy pogodowego pecha, trasa wzdłuż jeziora, piękne plaże, ale leje, no cóż po drodze herbatka w przydrożnej spelunie, potem klasztor i wspaniałe chaczkary, rybka w wyśmienitej restauracji, jeszcze jeden klasztor, chaczkary i nocleg nad brzegiem Sevanu, a że w towarzystwie Rudolfa... nic tylko wspomonać, are,are)

Dzień 5; Martuni - przełęcz Sulema - Agidzhadzor - 44 km (ta przełęcz to chyba najpiękniejsze widoki na trasie, warto było się pomęczyć, by wypić kawę na 2410 n.p.m, po deszczowy dniu znowu gorąco, a i nocleg nad strumykiem w pięknym miejscu, ognisko, are armenia)

Dzień 6; Agidzhadzor - Norawank - 43 km (na początek zjazd, parę minut i 15 km do przodu, hamulce rozgrzane jak węgiel w piecu, potem lekko pod górę, i wspinaczka pod Norawank, 8 km ale jakie, w końcu jest klasztor wśród czerwonych skał, pozwiedzamy, i rozbijemy namioty, ale tu ani grama płaskiego, o, jest płaski placyk pod klasztorem, pytam księdza czy możemy się rozbić, ksiądz pozwala ale ostrzega przed niedźwiedziem, no
dobra będziemy uważać, ksiądz dalej - ty paniał, niedwied, idziemy na obiad do pobliskiej restauracji, nadchodzi burza, jemy, czekamy aż przejdzie, obsługa powoli się zwija, zamykają knajpę, i pytają - a gdie wy budiet otdychat, no tu pod klasztorem, jeden z z obsługi puka się w głowę i tłumaczy, od dwóch miesięcy przychodzi tu co noc niedźwiedź i robi kipisz w knajpie, mamy monitoring, no cóż burza, nie burza,  już ciemno, jedziemy w dół, jest hostel, wygodne łóżka, kąpiel i galon wina Areni, to było to)


Dzień 7;  Norawank - Areni - Helss Canion
 - 31 km (niby taki krótki etap, ale pod górkę, pod górę, średnia 4,7, na wstępie wizyta w winnicy, winne śniadanie, przepyszne, potem incydent z ręcznikami i poszukiwanie kanionu, jest, ale jaka droga, znowu strach przed niedźwiedziem, ale urocze miejsce, gorzej z rana się wydostać, ale poszło)

Dzień 8; Helss Canion - Vian Artaszat - 64 km (winne okolice, ale na początek znowu mocno pod górę, potem piękny zjazd wprost do siedziby generała, który nas ugościł opowieściami historycznymi i 20-letnim arraratem, potem już tylko winogrona i nocleg w parku miejskim)


Dzień 9; Vian Artaszat - Garni - 35 km (czyżby w dół, nic bardziej mylnego, ponowna wspinaczka i zjazd nad jezioro, ostrożnie, po drodze znowu klasztor i przyjazd do Garni, nocleg w hostelu i wieczorna wizyta w świątyni Mitra)

Dzień 10; Garni - Geghard - Garni - 28 km (rano wycieczka piesza do wąwozu Garni, skały zwane bazaltowymi organami to niesamowity widok, istna skalna symfonia, potem wspinaczka na Gaghard, bez bagażu i powrót do Garni)

Dzień 11; Garni - Erywań - 41 km (na początek pomnik, monument matki Armeni, potem fabryka Arrarat, niestety nie udało się zwiedzić, ale koniaki zakupiliśmy, miodzio, wieczorem opera a na deser tańczące fonntany na placu republiki)
Dzień 12; Erywań - O km (spacer po stolicy, katedra św. Grzegorza, największa w Armenii, byliśmy na mszy obrządku ormiańskiego, ale nie dało się wytrwać do końca, potem bazar i zakupy, deptak Abyovan i rosyjsko- armeńskie święto, wizyta w Błękitnym meczecie, kaskady nocą a na zakończenie armeńskie wino)



Dzień 13; Erywań - Eczmiadzyn - lotnisko - 36 km (wizyta w armeńskim Watykanie i zakończenie wyprawy, ou, trasa płaska)


Dokładna trasa wyprawy, kilometry, przewyższenia, mapki tutaj
Udział wzięli; Grażyna, Agnieszka, Tomek, Krzysiek, Michał, Konrad, Błękitna Strzała i Adam.
Zapraszam do galerii 2 na dużą dawkę foto.

czwartek, 12 września 2019

W niedzielę na rybę

15.09 wycieczka kulinarna. Jedziemy do restauracji "Karpik i karpik" w Walendowie nad Stawami Raszyńskimi.
 To Mekka głodnych i smakoszy
 (jak mawia tytuł eseju Tomasza Zganiacza)
Karpiu drogi! Sensie życia!
Mekko głodnych i smakoszy
Przez ćwierć wieku nam dostarczasz
Kulinarnych nam rozkoszy...
(więcej na stronie Karpia tutaj )
Start pod MCK godz. 10.15
Trasa: Milanówek - Owczarnia - Książenice - Siestrzeń - Młochów - Rusiec - Kosów - Walendów - Stawy Raszyńskie - Karp i karpik - Paszków - Strzeniówka - Komorów - Pruszków - Parzniew - Milanówek - dystans ok 50 km.

W drodze powrotnej zatrzymamy się w Brwinowie, tam rekonstrukcja Bitwy pod Brwinowem z 12 września 1939 roku, gdzie przewidziany jest atak lotniczy samolotu Messerschmitt o godz.15,00


środa, 11 września 2019

Relaksowa rowerowa i wodna niedziela


                Pomimo pewnych obaw czy coniedzielna wycieczka dojdzie do skutku (Prezesostwo i część STR kręciła w wielkim świecie) niezawodny Sławek myślał, myślał i wymyślił trasę w sam raz na upalną niedzielę kończącą tegoroczne wakacje w kraju. Pod MCK-iem stawiła się dziewiętnastka (tyle naliczyłem) tych co na ogół wolą wąskie siodło od fotela co niedziela. Niespiesznie pojechaliśmy sobie znanymi okolicznymi drogami trochę na okrągło (wypadało coś mimo wszystko przejechać) w kierunku Pruszkowa. 

Pierwszy postój to Glinianka Hosera w Parku Kultury i Wypoczynku Mazowsze w dzielnicy Pruszkowa Żbików. Wiadomo, że jak woda i jeszcze ciepło to nie ma zmiłuj, kąpiel musiała być i pływacy STR dokręcali kilometry wpław. Lądowi relaksowali się na ławeczkach w cieniu drzew konsumując i popijając to czy owo. Zamiast prezesowej kawy i herbaty z ciastkami były pierwsze zwiastuny zdjęciowe via agencja Marta press i komórka Justyny od grupy twardzieli STR z rowerowych wakacji w Armenii. Ku zaskoczeniu wszystkich odbyło się zwyczajowe losowanie drobnych nagród niespodzianek przeprowadzone pod nieobecność Prezesa przez Justynę. 
                Z glinianki pojechaliśmy kilka kilometrów do centrum Pruszkowa na lody od Włocha. Obiektywnie trzeba przyznać, że są to faktycznie najlepsze lody w bliższej i dalszej okolicy. Po lodach plan wycieczki uległ  modyfikacji. Większość grupy zdecydowała, że jedzie  bezpośrednio w kierunku Milanówka na popołudniowe uroczystości związane z  1-ym września lub po prostu do domu.  Gliniankę Moszna zostawiliśmy sobie na inną okazję.
                I tutaj w zasadzie można by zakończyć, jednak czteroosobowa grupa autochtonów zdecydowała się na kontynuację przejażdżki i w miejsce Glinianki Moszna na rozpoznanie walką akwenu w pobliskich Puchałach. Pojechaliśmy sobie wzdłuż Utraty, przez Michałowice i Reguły do wspomnianych Puchał, a tam szok. Zbiornik całkiem spory, ludzi jeszcze więcej, a po wodzie pomyka kilka skuterów wodnych (prawie jak na Mazurach z akcentem na prawie). Tak czy inaczej kąpiel zaliczyliśmy i chyba faktycznie była to ostatnia kąpiel w tym roku związana z wyjazdem STR-owym. W sumie niby daleko nie jeździliśmy, a i tak wyszło około 60 km na kole i z 1,5 km w wodzie. Jak zwykle zapraszam na kilka zdjęć w Galerii 2.                                                                                                                                                                                                                                                                                                Marek
 

wtorek, 27 sierpnia 2019

Dla tych co w kraju

1 września (niedziela)

Ostatnie kąpiele w tym roku
Start; Milanówek MCK godz. 10,00
Trasa;
Milanówek, Czubin, Rokitno, Płochocin, Ożarów, Konotopa, Glinianka Hozera, Glinianka-Moszna,  Lody u Włocha w Pruszkowie (najlepsze na świecie), Parzniew, Brwinów, Milanówek
(razem 50km na kołach + 2 km stylem dowolnym). 

Wyprawę wakacyjną STR rozpoczynamy


Przed nami nie lada wyzwanie ;
Erewań, jezioro Sewan i armeński Kaukaz.
Na razie tylko tyle,
po powrocie obszerne relacje i zdjęcia
Do zobaczenia.

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Wzdłuż Mieni wszystko się Mieni

Taki był początkowy tytuł tej wycieczki, ale po dokładnym wytyczeniu trasy , w poście zapowiadającym  wydarzenie zmieniłem tytuł pisząc "Wzdłuż Mieni... i Świdra".
I faktycznie trasa przebiegała brzegami obydwu rzek, ale będąc pod wrażeniem Mieni (choć to tylko odcinek ok 5 km nad samym jej brzegiem) to pozostawiam jako dawniej było.

A Mienia, to ok 40 km rzeczka, dopływ Świdra. Nazwę swą wzięła od metalicznych błysków pojawiających się w nurcie rzeki, spowodowane przez występującą w jej podłożu rudę darniową.
Odcinek, który przejechaliśmy to prawdziwy puszczański hardcore. Wokół pełno powalonych drzew, na trasie i w wodzie (bobry zrobiły swoje), strome urwiska a na nich wąskie ścieżynki. MTB najwyższej klasy, a las nad brzegami meandrującej Mieni jak prawdziwa stara puszcza. A jej prastarym symbolem ok. 400 letni dąb zwany Mazowieckim Bartkiem. Dla tych paru kilometrów naprawdę warto tam wpaść, choć z rowerem to trzeba ostrożnie, ale niektórych to puszczańskie MTB poniosło (mnie także).
I tak Mienia zostanie najbardziej zapamiętana z tego wypadu, ale to nie było wszystko co zdarzyło się w tę niedzielę. Opuszczając brzegi Mieni ruszyliśmy na kąpielisko do Kącka, na relaks, kawkę, po tradycyjne nagrody, i wspomnienia na żywo znad Mieni, a dla pływaków STR relaks wodny.
Potem droga nad Świder, po drodze awarie ogumienia. Nie wiem czy to po tej hardcorowej trasie, czy dlatego, że to Janusz i Grażyna. Do tego, chyba trochę źle obliczyłem czasowo trasę, nie mam doświadczenia w terenowych przejazdach, i z tych powodów skróciliśmy trochę zaplanowany przejazd. Oczywiście nad Świder dotarliśmy, już mniej terenowo ale trochę też było. Już mniej puszczańsko, bardziej plażowo.
W sumie pętelka 55 km, niektórzy dokręcili więcej wracając do domu na kołach.
 I niech pozostanie, że "Wzdłuż Mieni wszystko się mieni".
 Warto by wrócić jeszcze w te tereny,
ale i warto zajrzeć do Galerii 2.



środa, 14 sierpnia 2019

wzdłuż Mieni ... i Świdra

18 sierpnia (niedziela) - Wzdłuż Mieni się mieni... a dalej wzdłuż Świdra - trasa wzdłuż rzek na północ od Otwocka - dość trudna , w połowie terenowa ok. 62 km.
Start w Józefowie pod stacją godz. 10.20
Dojazd do Józefowa SKM-ką z Pruszkowa - odjazd godz. 9,13
(do Pruszkowa można na kołach, lub pociągiem godz. 8,54 z Milanówka)
trasa;  Józefów -  Emów (terenowo wzdłuż Mieni, Mazowiecki Dąb Bartek) - Wiązowna Kościelna - Kąck (kąpielisko) - Celinów - Zamieni - Tartak - Cielechowizna (przekraczamy Mienię) - Iłowiec - Grzebowilk - Rudzienko - Dobrzyniec (nad Świdrem - kawa po ok 40 km) - dalej wzdłuż Świdra - Czarnówka - Kopki - Wólka Mlądzka - Radiówek -  (przecinamy Mienię - pomnik lotnika - punkt widokowy - Mazowiecki Park Krajobrazowy im Czesława Łaszczaka) - Borowa Góra - Falenica  - (na koniec obiad - Restauracja indyjska lub La Republika (włoska) w Falenicy i powrót pociągiem...
 - SKM-ką  do Pruszkowa, dalej (do domu) wedle życzenia, na kołach lub pociągiem. 

wtorek, 13 sierpnia 2019

Zajrzyj na stronę...

foto; Głos Skierniewic; Joanna Młynarczyk
Głos Skierniewic,
 tam relacja z muzycznego śniadania na trawie,
 jest wzmianka o nas
i sporo fajnego foto
 pani Joanny Młynarczyk na początku i końcu galerii.
... aby przejść na stronę kliknij tutaj

niedziela, 11 sierpnia 2019

według Moneta ... w Skierniewicach... ale nie do końca...

Zmieniliśmy plany i  zamiast nad Zalew Zegrzyński pojechaliśmy do Skierniewic na "Muzyczne śniadanie na trawie"
Ot co ? organizator: Chcielibyśmy aby koncerty odbywały się w atmosferze radosnego pikniku. Inspiracją jest obraz francuskiego malarza Edouarda Moneta "Śniadanie na trawie". My jednak w pięknych okolicznościach przyrody będziemy konsumować przede wszystkim muzykę.
I my na tę konsumpcję przystaliśmy. W prawdzie nasze Panie odbiegały strojami nieco od Moneta, ale jakoś się odnaleźliśmy. W parku miejskim w Skierniewicach przywitał nas Dyrektor Centrum Kultury, lokalnej prasie udzielaliśmy wywiadów, ale gwiazdą był zespół Nivel, a ich Czardasz i Hey Jude  -Beatlesów pozostanie w pamięci.


A i rowerowo trasa okazała się Ok (przynajmniej w jedną stronę, była i Rawka - rzeka i obce nam drogi i pogoda sprzyjała, a drugiej, powrotnej,  nie dane było mi przejechać, czasem obowiązki rodzinne wzywają) . Ale z tego co wiem ok. 100 km stuknęło.
 
Pozdrawiamy Skierniewice, jeszcze nie raz, mam nadzieję Was odwiedzimy.
A w Galerii 2 więcej zdjęć (nie za dużo, bo nie było  Beaty, ale coś jest)     

PS; Pozdrowienia dla Pani z Urzędu Miejskiego w Milanówku, która stwierdza, że tak infantylne teksty piszę, no cóż tak mam... Buziaczki!

wtorek, 6 sierpnia 2019

Niedziela 11 sierpnia

W planach był Zalew Zegrzyński, ale skoro zaliczyliśmy go w drodze powrotnej z Kuligowa w zeszłą niedzielę, poproszono o coś innego. 
Znalazłem wydarzenie na którym jeszcze nie byliśmy. W parku miejskim w Skierniewicach
odbywają się Muzyczne śniadania na trawie.
11 sierpnia o godz. 12,00 "Wielki świat - tango, folk, jazz" wystąpi zespół Nivel.
Więcej o imprezie Muzyczne  śniadania... tutaj
Zabrać ze sobą kocyk, drugie śniadanie, a kawka i ciasteczka na deser zapewnione.
Start w Żyrardowie pod stacją godz.9,30. 
Można na start dojechać indywidualnie na kołach, droga 719 nie każdemu leży, więc można i pociągiem, z Milanówka 9,01.
Trasa; Żyrardów - Sucha - Jesionka - Małe Łąki - Ruda - Rawka - Skierniewice (po prawej stronie torów w kierunku Skierniewic) - ok,30 km
Powrót; Skierniewice - Bartniki - Popielarnia - Wiskitki - Baranów - Izdebno - Milanówek ok.50km.
Razem 80 km.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Skansen Kuligów

W ostatnią niedzielę odwiedziliśmy skansen w Kuligowie na Bugiem. Są to prywatne zbiory pasjonata Wojciecha Urbańskiego. Powstał w 2000 roku i stale się rozbudowuje. Jest w nim mała wieś z przełomu XIX i XX wieku, z wiejską chatą, spichlerzem, stodołą, oborą, jest kuźnia i inne dawne warsztaty pełne zabytkowych przedmiotów. Do tego na terenie mnóstwo rzeźb ludowego artysty Marka Gołaszewskiego, oraz wystawa prac artystów przyjeżdżających na warszaty pokazowe do Kuligowa.
Miejsce które warto odwiedzić.





Skansen był głównym celem naszej wycieczki, ale zahaczyliśmy również o zalew zegrzyński. Na plaży w Ryni zrobiliśmy krótki relaks podczas którego rozlosowano gliniane koguciki zrobione przez właściciela skansenu, a zwycięzcy, Justyna i Andrzej odegrali koncert na dwa koguciki.

Rowerowa bardzo ciekawa trasa. Wystartowaliśmy w Tłuszczu, po drodze łąki malowane kwieciem rozmaitem, w oddali Bug, potem wspomniany zalew zegrzyński. Powrót do Warszawy wzdłuż kanału Żerańskiego, potem wzdłuż Wisły. W sumie 80 km.

I zapraszam do Galerii 2 na więcej foto.

wtorek, 30 lipca 2019

Skansen Kuligów -plan na niedzielę

4 sierpnia (niedziela) odwiedzimy skansen w Kuligowie nad Bugiem
O skansenie Kuligowskim i jego założycielu można poczytać tutaj

Trasa; ogółem ok 80 km.
Start w Tłuszczu godz.9,40.
Plan dojazdu.
Pociągiem z Milanówka 7,28 do Warszawy Wschodniej (8,16) przejazd rowerami do Warszawy Wileńskiej. Odjazd z Wileńskiej do Tłuszcza 8,30 (jeśli byłby poślizg, opóźniony pociąg z Milanówka, lub inne okoliczności, następny do Tłuszcza o 9,00)
Z Tłuszcza do Kuligowa niecałe 40 km, tam przerwa i zwiedzanie skansenu. Powrót nad zalewem Zegrzyńskim, wzdłuż kanału Żerańskiego do Warszawy Wschodniej, ponad 40 km. Dalej pociągiem do domu.
(Zakupić bilet osobowy do Tłuszcza, rower gratis)

poniedziałek, 29 lipca 2019

Rawka i inne wody...

A zaczęło się od tenisa. Pod MCK gdzie startujemy są korty, które dzień wcześniej obchodziły 110 rocznicę powstania, stąd i nowy mural w Milanówku i historyczna wystawa, ale to tylko tak na dobry początek. Wycieczka wodna, bo Sławka, ciągnie go do każdej wody (może wanny w domu nie ma) i ciągnie i nas. I choć u nas wytrawnych pływaków niewiele (no,  wytrawni też są, a zwłaszcza wytrawne, ta ładniejsza część). A przy tej pogodzie ponad 30 stopni dobrze było d.. zamoczyć.
Wstąpiliśmy nad zalew Żyrardowski, potem nad jakąś gliniankę pod Jeruzalem a punktem kulminacyjnym była rzeka Rawka. I choć początkowo miejsce, które wybraliśmy, pod mostem, nie powalało, po oswojeniu okazało się rewelacyjne. I czas na kawę, i pluskanie, i Beata mogła sobie popstrykać swoje ważki... a i trasa nowa, i też przyjemna i nawet nie wiem ile kilometrów nakręciliśmy, leniwce pewnie 70 parę (ci co wrócili z Rawki pociągiem) lwia część ponad setkę, ale i tak prawie wszyscy spotkaliśmy się na koniec w Milanówku, w ustronnym miejscu, poświętować... zakończenie wycieczki.
i tradycyjnie zapraszam do Galerii 2 na dalszą część opowieści...
Post poniżej, przeczytaj i przemyśl, może warto.

Zaproszenie

Przygoda Toruń zaprasza na Ogólnopolski Rajd - Przyjezierze w dniach 13-14 września

(już tam byliśmy, świetna organizacja, dobrze dobrane trasy - polecam - ja niestety dopiero co będę wracał z Armenii, więc nie pojadę)
Dla chętnych zapisywać się już można, szczegóły, regulamin i karta zgłoszenia na stronie Przygody tutaj

Po zapisaniu proszę  o informację, zamieszczę listę STR na naszej stronie w dziele informacje.

niedziela, 21 lipca 2019

Przez lasy i kąpieliska ze Sławkiem

Niedzielna wycieczka w okolicach rzeki Rawki - 28 lipca.
Start pod MCK godz. 10,00
trasa; Milanówek - Mościska - Budy Radziejowskie - Korytów - Studzieniec - Jeruzal - Doleck - Kamion - Rawka - Radziwiłów - Jesionka - ok 75 km (powrót z Jesionki pociągiem - dla chętnych na kołach przez Wiskitki ok 110 km)
Teren różny, dla kolarzy objazdy.
Jak ze Sławkiem to i woda (zabrać stroje kąpielowe) - w drodze kąpielisko w Żyrardowie, plaże nad Rawką i w Budach Grabskich.
A po drodze - m.in. Trzaciana - niegdyś prawdziwe szlacheckie "gniazdo", starego rodu Vrszowców lub Vereszowców. Murowany dwór z 1820 roku, klasycystyczny z podcieniami (jedyny taki dwór na Mazowszu), pięknie odrestaurowany z wielkim parkiem, o okazałymi cisami, dębami, bukami. Obecnie własność prywatna.