
A jak rodzinny, to rodzinny. Tereska zabrała wnuczki, Stefana i Michała, ja żonę i córkę i brata, Beata męża,
Zbyszek żonę, Agnieszka męża, Monika narzeczonego, Andrzej Mietka i było rodzinnie.
I nawet tempo było rodzinne, przez pierwsze 5 km dopóki ja ciągnąłem przyczepkę z chłopakami Tereski, ale jak zmieniono konia i do przyczepki zaprzęgnięto Marcina to 25 nie schodziło, było i 30, rodzinnie jak cholera. A Marcin nie odpuścił już do końca.

Start główny w Jaktorowie, 20 km do Walerian wspaniałą trasą. W Walerianach w OSP czekał na nas pyszny żurek, chleb ze smalcem i ogóry. Gdy już dobrze pojedliśmy ruszyliśmy pieszo do szkoły w Walerianach na piknik Wsparliśmy co nieco szkołę, znowu pojedliśmy, trochę jak to na pikniku w coś tam "zagraliśmy" i wracać do OSP już było ciężko.

Wynajęliśmy furmankę, i początkowo nawet się jechało ale jak Marek zaczął robić za woźnicę to konie się trochę rozjeżdżały, cała droga była nasza. Ale dojechaliśmy, wio koniku, a jak się postarasz... i postarały się bo to były dwie panny, dowiozły nas do OSP.

Tam zakończenie. Nagrody, dyplomy i znowu żarcie, ciasto.
Triumfowawaliśmy jak zwykle w kategorii najliczniejsza grupa (było nas 21),
w kategorii narzeczeni nagrodę odebrali Monika z Dominikiem.
Dzięki Tadziu za zaproszenie, dziękujemy całemu TCJ a w szczególności kucharzowi. (na zdjęciu obok)
Powrotną drogę wybraliśmy nieco inną, ale znów RODZINNE tempo. Przekręciliśmy 60 km. a Marcinowi to chyba trzeba zaliczyć 120.
(więcej zdjęć w galerii)