wtorek, 6 października 2015

Wioska pod kogutem

Czy tak miało być?

Miały być "kuchenne rewolucje", i kuchnia była ale bez rewolucji. Miała być "Wioska pod kogutem", i wioska była (i do tego fajna) i kogut też tam pewnie był, ale nam do gustu przypadły osły, dziki i ... wielbłądy. Miała być droga, a nie było (jak widać na zdjęciu), miało nie być pogody a była,
i miało być 75 km a było 96.
 To nie był 1 kwietnia a 4 październik. Widocznie tak miało być. I było ok!

I jeszcze o indianach. Taka krótka refleksja po wizycie w rezerwacie w Krępie - indianie to waleczny naród ale  w Ameryce między innymi zgubił ich alkohol, o czym wspominają tipi AA w Wiosce pod Kogutem. Hough!


poniedziałek, 5 października 2015

z Termami Mszczonów



                                    W najbliższą niedzielę 11 października.
Rajd na orientację z termami Mszczonów

 - "W pogoni za szarlotką" (ale jak w Skułach,to za czymś jeszcze..)

Strat dla STR 8,15 pod MCK
- dystans ok 100 km (50 dojazd i powrót - 50 Rajd)

szczegóły rajdu tutaj

Jesienne wyścigi terenowe 2015

W ramach jesiennych terenowych wyścigów rowerowych na Turczynku , startowały i przedszkolaki i seniorzy, ale o główne trofea walczyli uczniowie milanowskich podstawówek i gimnazjów.

Pogoda dopisała, frekwencja nie bardzo, ale zwody rozegrano, i rywalizowano na sportowo i bardzo poważnie. Członkowie STR włączyli się nie tylko do organizacji lecz również do rywalizacji, i coś tam wypunktowali.
Postaramy się aby za rok było lepiej. Tymczasem  gratuluję zwycięzcom. medalistom i wszystkim którzy wzięli udział w sportowej rywalizacji oraz dziękuje tym, którzy pomagali w organizacji imprezy.
Na więcej zdjęć zapraszam do Galerii.

sobota, 3 października 2015

Wycieczka Marka - Skierniewice



Prezesostwo z grupą VIP-ów kręciło w ojczyźnie Josifa Wissarionowicza Dżugaszwiliego  vel Koby, bardziej znanego jako towarzysz Stalin i serialowego Grigorija Saakaszwiliego,  a reszta ekipy w tym czasie czyniła honory domu i dbała o to, żeby bliższa i dalsza okolica nie zapomniała o STR Milanówek.
  Dołączyły też dwie nowe dziewczyny oraz Ludwik.  Zagwizdało, zadzwoniło i w  sumie ze stacji MOK wyruszyła szczęśliwa trzynastka.

Prognozy przewidujące na niedzielę opady deszczu nie zniechęciły stałych bywalców w myśl naszej maksymy „co jest lepsze od fotela? – wąskie siodło co niedziela”.
Na stacji „Grodzisk Deptak” dołączyli do nas Lidka ze Zbyszkiem i jeszcze dwie nowe osoby plus Robert na przystanku „Żyrardów McDonald”. Razem 18 jednostek pociągowych.

Pogoda póki co była łaskawa, jedynie ruch samochodowy na trasie był większy niż przewidywany. Okazało się, że  na pomysł udania się do Skierniewic na święto kwiatów, owoców i warzyw wpadło też dużo wyznawców 4, a nie 2 kółek, ale daliśmy radę tym razem nie mając aspiracji bycia Pendolino. W Puszczy Mariańskiej rozważaliśmy nawet odbicie w bok, jednak  nie chcieliśmy zniechęcać szosowców zjechaniem z asfaltu, a ponadto cały czas mieliśmy nadzieję na zwiedzanie parowozowni jako osobna grupa, co wymagało dotarcia tam najpóźniej na 11:30.  Trochę się spóźniliśmy z uwagi na to, że końcówka była pod górkę i jak zwykle dmuchnęło od czoła.
W końcu dojechaliśmy na 12:00 i zaopatrzeni w bilety retro (takie kartoniki …) zwiedziliśmy ją z grupą innych chętnych. Parowozownia. Cóż... 10 lat temu była w zdecydowanie lepszym stanie. Nawet wysiłki przewodnika, który naprawdę ciekawie opowiadał nie były w stanie zmienić obrazu rzeczy: dach w stanie umożliwiającym nieskrępowane podziwianie zachmurzonego nieba, odpadająca farba, spalone lub pordzewiałe wagony. Przewodnik skoncentrował zresztą uwagę na tych najbardziej zniszczonych, okazy w niezłym stanie zgromadzone na obrotnicy na zewnątrz budynku, a pozornie wyglądające również na zabytkowe, nie wzbudziły jego zainteresowania. Z drugiej strony tabor jest często wypożyczany do filmów, których akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej (Pianista, Lista Schindlera, Generał Nil, Boża podszewka, ostatnio Wołyń Smarzowskiego) co może do pewnego stopnia uzasadniać jego wygląd.
Z całej ekspozycji w najlepszym stanie były plakaty zagrzewające do pracy i ostrzegające przed licznymi niebezpieczeństwami z nią związanymi. Aż się chciało zostać przodownikiem pracy i byli tacy co chcieli ruszyć z posad bryłę żelaza ….. Łza się w oku kręciła.

Później niestety popsuła się trochę pogoda, zaczęło padać i część osób, niewystarczająco przerażona stanem polskich kolei przedstawionym w parowozowni zdecydowała się już wtedy skręcić w stronę stacji PKP. Reszta pojechała podziwiać kwiaty, owoce i warzywa, że o degustacji pieczeni z dzika dyskretnie nie wspomnę. Na szczęście okazy roślinne okazały się być w zdecydowanie lepszym stanie niż parowozy. Niektórzy z owoców kupili, a to kebab, a to miodek w płynie, a to miodek z różnymi dodatkami (zima idzie …), a to coś tam ….

Nie obyło się bez herbatki z ciastkiem w pobliskim parku. Michał dzielnie podtrzymywał tradycję i parawan wokół palnika. Odbyło się też zwyczajowe odliczanie i losowanie kolejowo-ogrodniczych nagród niespodzianek.  
Pogoda zdecydowanie poprawiła się w trakcie kawy i herbaty i 9 jednostek pociągowych zdecydowało się ostatecznie na powrót na kołach. Niektórzy, żeby zyskać inne spojrzenie na stan transportu szynowego, pojechali jeszcze w ramach Dni Transportu Publicznego do zajezdni WKD w Grodzisku Mazowieckim, gdzie tabor, również ten zabytkowy jest zdecydowanie w lepszym stanie.




 Część przekręciła 45 km, niektórzy  około 90 km, innym pękła kolejna setka. Dziękuję uczestnikom i do następnego odjazdu….
Aha, Z nowych osób tam i z powrotem dokręcił Ludwik i wygląda na to, że z niejednego rowerowego pieca chleb wyjadał. Jak zwykle więcej zdjęć w galerii.


Marek

wtorek, 29 września 2015

Kaukaz - Gruzja - pętla Svanetii

Plan to Gruziński Kaukaz (region Svaneti  -  zrealizowany.
 Od Kuitasi, Ureki nad Morzem Czarnym, od poziomu Zero do Mesti, Uszguli przełęczy Zagaro 2623 m.n.p.m i w dół przez Lenetkhi do Kuitasi. Razem 640 km, ciężkich 640 kilometrów
  ale niezwykle atrakcyjnych, przepięknych widokowo, choć w strasznie biednej i cofniętej sporo, sporo lat krainie.
    Będzie duży skrót, ale na wspólnych wycieczkach opowiemy więcej, więcej również w galerii zdjęć. 


 Udział wzięło 16 osób; Dwie Agnieszki, Grażynka, Ela, Halinka, Andrzej, Mirek, Sławek, Michał, Marian, Janusz, Marcin, Rafał, Paweł, Staszek i ja (Adam). Do Gruzji polecieliśmy samolotem, i już pierwszego dnia zaraz po złożeniu rowerów ruszyliśmy nad morze. Morze Czarne -  Ureki, gruziński kurort (kurort?) z magnetycznymi plażami i czarnym piachem.Tam oczywiście kąpiel w morzu i czarnym piachu.
Magnetyczna plaża w Ureki

 Następnego dnia ruszyliśmy wzdłuż Morza do Poti (największego miasta portowego Gruzji) ale nie powaliło, ruszyliśmy dalej, różnymi drogami, przez gruzińskie mosty, do Khobi, do Monastyru zahaczając po drodze o dziką plażę. Tam już zaczęła się eskorta policji, która nawet w nocy nie spuszczała nas z oka (ale spoko, oni pilnowali, my wakacjowali i wszystko okej się uzupełniało) a krowy i świnie oraz pozostały inwentarz to stały obraz gruzińskich ulic.
Krowy na drodze to norma - Mosty to były różne - Nasze dziewczyny w Monastyrze w Khobi
W Khobi nocleg, naprzeciwko Monastyru, w eskorcie policji, a nazajutrz Zugdidi, pałac potomków Napoleona, rodziny Dadiani, i dalej już w górę, nad jedną z największych zapór wodnych na świecie do Jvari, gdzie na noclegu przeżyliśmy rzadko, bardzo rzadko, prawie nigdy nie spotykaną wichurę. Zdmuchneło Mariana, ale sie udało. (W drodze spotkaliśmy dwoje rowerzystów, on z RPA, ona z Kanady, potem mijaliśmy się kilka razy, jechaliśmy tą samą trasą)

Halinka z policjantem w Zugdidi - My z dwójką turystów z RPA i Kanady - zapora w Jvari
Dalej zaczynał się już prawdziwy Kaukaz, przepiękna Svanetia, kto nie był w Svaneti, ten nie był w Gruzji, tak powiadają, i chyba prawdę mówią.

Niebieska rzeka Enguri ciągnąca się do zapory przez 40 km

Dalej znowu mocno w górę, Mestia, główne miasto Svaneckiego  Kaukazu i nieodłączne kamienne wieże aż po Uszguli.


Mestia to miało być gruzińskie Zakopane, no jeśli gruzińskie to było, ale tylko gruzińskie. Tam zabawiliśmy tylko jedno krótkie popołudnie i noc. Z samego rana, skoro świt ruszyliśmy do Uszguli. Wioski najwyżej położonej w Europie (jeśli można to nazwać Europą). 45 km z Mesti do Uszguli zajęło nam 10 godzin, z upałem , podjazdami i przerwami. Ale dojechaliśmy, w Uszguli czekał na nas dzień bez roweru.




Uszguli - to był chyba punkt kulminacyjny.  Tam zakwaterowaliśmy się w miejscowych hotelu (hotelu? - Grażka budziła mnie w nocy abym wyganiał myszy z pokoju)
Stamtąd ruszyliśmy na lodowiec pod Szcharą (najwyższym szczytem w Gruzji - 5193 m.n.p.m ), ale lód był dużo, dużo niżej. (część z nas poszła piechotą, a część dojechała marszrutką). Po południu zwiedzaliśmy Uszguli.


Z Uszguli na przełęcz Zagaro to najcięższe 8 km. Najwyższy punkt na trasie 2625 m.n.p.m


A potem już w dół, choć nie za bardzo bawiło. Pierwsze ok 40 km po kamulacach, po hamulacach. Nie obyło się bez kapci i przewrotek, ale w miarę szczęśliwie, dużo krwi się nie polało.




Potem trochę asfaltu i mocno w dół
 ( nawet 68 km/godz) aż pod Lantheki.


Tam podzieliliśmy grupę. 5 osób ruszyło do Kutaisi, a 11 dalej w naturę gruzińską, z dala od wielkich miast.
Zwiedziliśmy m.in Jaskinię Prometeusza (nigdy w tak wielkiej nie byłem) i Kanion Martwili gdzie odbyliśmy rejs pontonami.
 Pod Kutaisi w Kapturi na lotnisku spotkaliśmy się już razem, i razem odlecieliśmy do Polszy. Ani tych parę słów, ani tych parę, nie wiem jakim cudem wybranych zdjęć nie oddają relacji z wyprawy. Może więcej zobaczycie w galerii zdjęć, bez słów. Tam więcej obrazu. Tymczasem - MAGLOBA !
część zdjęć już w Galeri



Rowerowy pażdziernikowy weekend

Witajcie, wróciliśmy z Gruzji zdrowi, cali i pewnie większość ma dość roweru na najbliższe dni ale zbliża się październikowy weekend rowerowy (z małą zmianą w kalendarzu imprez)

 3.10  (sobota) - Mistrzostwa Szkół Milanowskich w Terenowych Wyścigach Kolarskich oraz wyścigi dla przedszkolaków i seniorów organizowane przez naszą sekcję z MCK. Początek zawodów o godz. 11,00.
Do pomocy zapraszam grupę męską na 9,30 -  żeńską na 10,15.




I oto ta zmiana. 4.10 (niedziela) miał być Rajd z Termami Mszczonów - będzie tydzień później,
 a w najbliższą niedzielę. - Kuchenne Rewolucje Halinki w Wiosce pod Kogutem, w Krępie koło Zalesia Górnego (restauracja polska, typowo polska) - wstęp do wioski 6 zł, menu we własnym zakresie) - dystans ok 75 km  - przewidywana trasa do Krępy - Milanówek, Opypy, Młochów, Parole, Łoś, Piskórka, Krępa.

Relacja z Gruzji w robocie, do zobaczenia w weekend. 

środa, 16 września 2015

do zobaczenia 30 września

na blogu przerwa do 30 września, (kontakt jedynie w komentarzach)

Lecimy ma Kaukaz, do Gruzji i jak nas niedźwiedzie nie zeżrą odświeżymy blog 30 września.

Do zobaczenia.