Nasza Zosia przemierza samotnie Irlandię. Pozdrawia z Wild Atlantic Way.
My również trzymamy kciuki za powodzenie wyprawy. Zosiu trzymaj się, kręć, zwiedzaj a opowieści wysłuchamy po powrocie. Do zobaczenia.
piątek, 10 sierpnia 2018
wtorek, 7 sierpnia 2018
Sosenka nad Rawką za tydzień
![]() |
| a tymczasem leżę pod gruszą... |
19 sierpnia (niedziela) wyjazd do Ośrodka Kajakowego
Sosenka nad Rawką.
Start MCK Milanówek godz.9,00
(trasa do uzgodnienia, czekam na propozycje)
Do Sosenki z Milanówka ok 40 km, powrót drugie tyle, dla leniwych pociąg powrotny z Jesionki lub Radziwiłowa.
poniedziałek, 6 sierpnia 2018
zapisy na wrześniowe wyjazdy
niedziela, 5 sierpnia 2018
bardzo żelazowa wola
Chopin to nie ślimak, walił w te klawisze jak opętany.
Ale do rzeczy, Żelazowa Wola i wszystko się zgadza. Po sobotniej gorączce trzeba było mieć naprawdę żelazową wolę aby wyjechać w niedzielę, bo nic nie zapowiadało, że będzie inaczej. A jednak, z rana burza, i znów żelazowa wola - jechać czy nie? I ci co tą wolę mieli przybyli, na żelaznych rumakach (no może aluminium, może ździebko carbonu) - ruszyli. Trochę mniej jak zwykle a jednak pokaźna grupka - 13 w końcu 18 -stu wielbicieli Chopina, czy pedałowania, nieważne każdy lubi co innego.
Już nie pierwszy raz odwiedzamy dworek w Żelazowej Woli, ale za każdym razem inną drogą. Tym razem do celu i nazad prowadzili Krzysiek i Sławek, na zmiany, o dziwo (nie , nie dziw po drodze nie było) ale panowie się jakoś dogadali i trasa bardzo mi się podobała (a jak mnie, to i innym też musiała, mnie Adamowi Matusiakowi, bo Adam Musiał to był piłkarz, nie rowerzysta). Całkowity dystans 82 km (po drodze tężnia w Kaskach, dzięki Eli, super miejsce na popas).
A punkt kulminacyjny to koncert Chopinowski Erica Lu i choć nie jestem fanem pluskania na klawiszach to ten zaczął całkiem nieźle (niby amerykanin, ale jakiś taki czarnowłosy, skośny, trochę jak Bruce Lee, ale mniejsza o to, japończycy kochają Chopina, nie wiem jak amerykanie, ten pluskał dobrze, do momentu. Mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. Ten skończył marszem żałobnym. Tam- tam- dadam - tam - dadam, dadam, dadam...To mnie zwaliło, wszak musimy jeszcze wrócić do domu, nie w kondukcie, a w peletonie. Ale zawzięliśmy w sobie tę żelazową wolą i wróciliśmy w peletonie, razem z Zosią.
Oddaliśmy również hołd pod pomnikiem Chopina, może nie był z żelaza, nie wiem, brąz a może zwykły beton, mało japoński, miał dwie ręce, jedną tu, a drugą tam, jedną na sercu a drugą na j.., drugą niżej, staraliśmy się upodobnić do kompozytora.
A odnośnie muzyka, nie wiem czy Ludwik będzie go dobrze wspominał, bo bzyk większych rozmiarów jak osa walnął go w klawiaturę nad okiem, a poza tymi nutkami zdjęcia, w Galerii 2, tam będą ślimaki, ślimaki, ślimaki ale będzie też Chopin i normalna Żelazowa Wola, ale nie będzie motyli.
A dla historyków wspomnienie - związki Chopina z STR tutaj
Ale do rzeczy, Żelazowa Wola i wszystko się zgadza. Po sobotniej gorączce trzeba było mieć naprawdę żelazową wolę aby wyjechać w niedzielę, bo nic nie zapowiadało, że będzie inaczej. A jednak, z rana burza, i znów żelazowa wola - jechać czy nie? I ci co tą wolę mieli przybyli, na żelaznych rumakach (no może aluminium, może ździebko carbonu) - ruszyli. Trochę mniej jak zwykle a jednak pokaźna grupka - 13 w końcu 18 -stu wielbicieli Chopina, czy pedałowania, nieważne każdy lubi co innego.
Już nie pierwszy raz odwiedzamy dworek w Żelazowej Woli, ale za każdym razem inną drogą. Tym razem do celu i nazad prowadzili Krzysiek i Sławek, na zmiany, o dziwo (nie , nie dziw po drodze nie było) ale panowie się jakoś dogadali i trasa bardzo mi się podobała (a jak mnie, to i innym też musiała, mnie Adamowi Matusiakowi, bo Adam Musiał to był piłkarz, nie rowerzysta). Całkowity dystans 82 km (po drodze tężnia w Kaskach, dzięki Eli, super miejsce na popas).
A punkt kulminacyjny to koncert Chopinowski Erica Lu i choć nie jestem fanem pluskania na klawiszach to ten zaczął całkiem nieźle (niby amerykanin, ale jakiś taki czarnowłosy, skośny, trochę jak Bruce Lee, ale mniejsza o to, japończycy kochają Chopina, nie wiem jak amerykanie, ten pluskał dobrze, do momentu. Mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. Ten skończył marszem żałobnym. Tam- tam- dadam - tam - dadam, dadam, dadam...To mnie zwaliło, wszak musimy jeszcze wrócić do domu, nie w kondukcie, a w peletonie. Ale zawzięliśmy w sobie tę żelazową wolą i wróciliśmy w peletonie, razem z Zosią.
Oddaliśmy również hołd pod pomnikiem Chopina, może nie był z żelaza, nie wiem, brąz a może zwykły beton, mało japoński, miał dwie ręce, jedną tu, a drugą tam, jedną na sercu a drugą na j.., drugą niżej, staraliśmy się upodobnić do kompozytora.
A odnośnie muzyka, nie wiem czy Ludwik będzie go dobrze wspominał, bo bzyk większych rozmiarów jak osa walnął go w klawiaturę nad okiem, a poza tymi nutkami zdjęcia, w Galerii 2, tam będą ślimaki, ślimaki, ślimaki ale będzie też Chopin i normalna Żelazowa Wola, ale nie będzie motyli.
A dla historyków wspomnienie - związki Chopina z STR tutaj
wtorek, 31 lipca 2018
Powrót do Żelazowej Woli
Już po raz kolejny wycieczka do Żelazowej Woli. Kiedyś były to wyjazdy cykliczne, ostatnio trochę zaniedbane, ale powracamy.
Start niedziela 5 sierpnia pod MCK godz. 8,30.
Dystans ok. 80 km.
Planowane uczestnictwo na koncercie Erica Lu.
Niby japończyk a amerykanin, naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku sześciu lat u Dorothy Shi, następnie kształcił się w New England Conservatory Preparatory School w klasie Alexandra Korsantia oraz A. Ramona Rivery. Laureat konkursów pianistycznych, m.in. Międzynarodowego Konkursu w Ettlingen w Niemczech (I nagroda, 2010), Minnesota International e-Piano Junior Competition (I nagroda, 2013), Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego dla Młodych Pianistów (I nagroda, 2014) i Amerykańskiego Konkursu im. Fryderyka Chopina w Miami (I nagroda, 2015). W wieku 17 lat zdobył IV nagrodę podczas Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2015), stając się jednym z najmłodszych laureatów w historii tego konkursu.
Start niedziela 5 sierpnia pod MCK godz. 8,30.
Dystans ok. 80 km.
Planowane uczestnictwo na koncercie Erica Lu.
Niby japończyk a amerykanin, naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku sześciu lat u Dorothy Shi, następnie kształcił się w New England Conservatory Preparatory School w klasie Alexandra Korsantia oraz A. Ramona Rivery. Laureat konkursów pianistycznych, m.in. Międzynarodowego Konkursu w Ettlingen w Niemczech (I nagroda, 2010), Minnesota International e-Piano Junior Competition (I nagroda, 2013), Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego dla Młodych Pianistów (I nagroda, 2014) i Amerykańskiego Konkursu im. Fryderyka Chopina w Miami (I nagroda, 2015). W wieku 17 lat zdobył IV nagrodę podczas Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2015), stając się jednym z najmłodszych laureatów w historii tego konkursu.
niedziela, 29 lipca 2018
Zalew Żyrardowski
Żar się z nieba leje, długa wycieczka odpadła, zamiast Rawy kąpielisko w Żyrardowie.
Uf jak gorąco, puf jak gorąco, a ta maszyna pod MOKiem sapie, pod MOKiem zipie, i jeszcze palacz w nią węgiel sypie, wagony do niej podoczepiali, w nowych koszulkach, niby ze stali. A tych wagonów jest ze czterdzieści (przesada dwadzieścia), sam nie wiem co w nich się mieści. I szarpnął wagony prezes z mozołem, i kręci się, kręci koło za kołem, i biegu przyspiesza i gna coraz prędzej, i dudni i stuka i gna coraz prędzej. A dokąd, a dokąd, a dokąd tak gna?
Nad zalew, nad wodę, czym prędzej się pcha.
Nagle gwizd, nagle świst, uszła para, chwila przerwy, Tadeusza biorą nerwy, a po co, a po co my tutaj stoimy, nagrody czekają, tu policzymy. I liczy, i liczy prezes z mozołem, do pięciu, do pięciu, koło za kołem. I tak wyliczył na chybił trafił, że same dziołchy z wagonu trafił.
I dalej po torze, po torze przez most, nad zalew, nad zalew, nad zalew na wprost. I w końcu dotarła nad wodę maszyna i tam to dopiero buchać zaczyna. Do wody plusk, do wody plask, tam słychać pisk, tu słychać wrzask (oj znowu przesadziłem, owszem kąpaliśmy się ale bez wielkiego entuzjamu, miejsce bomba, ale woda wiele dawała do życzenia). Na miejsce oprócz naszej ciuchci dotarło również pendolino (no ci bez rowerów). Ale zmieścili się wszyscy w jednym wagonie, wygnano krowy, wygnano konie, i zamiast sześciu tych fortepianów, przyjęto nowych, dwóch młodych panów.
I kiedy już dobrze siem wypluskali, rzuszulim dali, do domu w oddali. I gładko tak, tak toczy, tak toczy się w dal, jak gdyby to była piłeczka nie stal. I poszli, i poszli i koło za kołem, a jedno górą, a drugie dołem, i tak my się wszyscy rozjechali, że całą maszynę dziś rozj.... echali. Do stacji końcowej wszyscy dotarli, choć jedni mniej, inni więcej się przetarli. A przetarli niewiele ok. 50 dych.
Uf jak gorąco, puf jak gorąco, a ta maszyna pod MOKiem sapie, pod MOKiem zipie, i jeszcze palacz w nią węgiel sypie, wagony do niej podoczepiali, w nowych koszulkach, niby ze stali. A tych wagonów jest ze czterdzieści (przesada dwadzieścia), sam nie wiem co w nich się mieści. I szarpnął wagony prezes z mozołem, i kręci się, kręci koło za kołem, i biegu przyspiesza i gna coraz prędzej, i dudni i stuka i gna coraz prędzej. A dokąd, a dokąd, a dokąd tak gna?
Nad zalew, nad wodę, czym prędzej się pcha.
I dalej po torze, po torze przez most, nad zalew, nad zalew, nad zalew na wprost. I w końcu dotarła nad wodę maszyna i tam to dopiero buchać zaczyna. Do wody plusk, do wody plask, tam słychać pisk, tu słychać wrzask (oj znowu przesadziłem, owszem kąpaliśmy się ale bez wielkiego entuzjamu, miejsce bomba, ale woda wiele dawała do życzenia). Na miejsce oprócz naszej ciuchci dotarło również pendolino (no ci bez rowerów). Ale zmieścili się wszyscy w jednym wagonie, wygnano krowy, wygnano konie, i zamiast sześciu tych fortepianów, przyjęto nowych, dwóch młodych panów.
I kiedy już dobrze siem wypluskali, rzuszulim dali, do domu w oddali. I gładko tak, tak toczy, tak toczy się w dal, jak gdyby to była piłeczka nie stal. I poszli, i poszli i koło za kołem, a jedno górą, a drugie dołem, i tak my się wszyscy rozjechali, że całą maszynę dziś rozj.... echali. Do stacji końcowej wszyscy dotarli, choć jedni mniej, inni więcej się przetarli. A przetarli niewiele ok. 50 dych.
wtorek, 24 lipca 2018
Zmiana na niedzielę
Miała być Rawa Mazowiecka (był tam Michał przez pomyłkę i stwierdził - z zamku zostały tylko
ruiny baszty i nic ciekawego) a planowany był dość daleki wyjazd. A że nadchodzą mocne upały na prośbę części STR zmieniam trasę na krótszą i nad wodę.
Proponuję nowo zrekonstruowany Zalew Żyrardowski (o zalewie tutaj )
Start pod MCK godz. 10,00 - dystans całkowity ok.50 km
Proponowana trasa nad zalew - Milanówek - Grodzisk - Adamowizna - Kuklówka - Stare Budy Radziejowskie - Bieganów - Marianpol - Zalew Żyrardowski.
ruiny baszty i nic ciekawego) a planowany był dość daleki wyjazd. A że nadchodzą mocne upały na prośbę części STR zmieniam trasę na krótszą i nad wodę.Proponuję nowo zrekonstruowany Zalew Żyrardowski (o zalewie tutaj )
Start pod MCK godz. 10,00 - dystans całkowity ok.50 km
Proponowana trasa nad zalew - Milanówek - Grodzisk - Adamowizna - Kuklówka - Stare Budy Radziejowskie - Bieganów - Marianpol - Zalew Żyrardowski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










