środa, 13 listopada 2019

Pora wypełnić cyrograf !

Dużo czasu minęło od podpisania cyrografu w Muzeum Diabła Polskiego, w końcu należy go wypełnić. Obiecaliśmy przed obliczem Lucyfera, że stworzymy diabła z części rowerowych, opiszemy go legendą i przekażemy do Muzeum. Legendę już dawno napisał Tadeusz, ze stworzeniem diabła był problem, w końcu Marcin go zmajstrował.

Przekazanie nastąpi 17 listopada (niedziela) o godz. 12,00 w Muzeum Diabła Polskiego w Warszawie przy ul. Bukowińskiej 26.

Wyjeżdżamy z Milanówka - MCK - godz.10,00 na rowerach.
Trasa; Milanówek - Otrębusy - Nadarzyn - Łazy - Janczewice - Podoloszym - Dawidy - Warszawa Służew- Warszawa Mokotów.
(jeśliby padał deszcz, dojeżdżamy pociągiem, następnie metrem na Mokotów i spotykamy się na Bukowińskiej 26).
Pan Wiktoryn czeka na  naszego diabła.

Na zdjęciu obok; w imieniu STR cyrograf podpisałem ja, leżący jeszcze nie na dnie piekieł ale na miękkim piaseczku - Tadeusz stworzył legendę, a obok Marcin - konstruktor diabła.
Pora wypełnić cyrograf !

LEGENDA dla przypomnienia;

Diabeł Milanowski Pedał
Dawno temu, ale nie tak bardzo dawno. Ci, którzy mają siwe włosy pamiętają te czasy. Czyli działo się  w latach trzydziestych dwudziestego wieku.
W mieście Radom, które leży nad rzeką Radomka była fabryka. W fabryce robiono wiele zupełnie zbytecznych przedmiotów, ale wytwarzano również rowery. Do fabryki z jednej strony wjeżdżały blachy i blaszki, śrubki, nakrętki i podkładki, farby i lakiery, a z drugiej strony wyjeżdżały piękne lśniące rowery. Wprost cuda techniki.
W wielkiej hali produkcyjnej, w jej najciemniejszym kącie, gdzieś tam za ósmą maszyną, a może nawet za dziewiątą leżała sobie mała kupka różności. Ot jakieś opiłki, zepsute śruby. Po prostu szpargały. Jednak któregoś dnia w tej właśnie kupce na świat przyszedł diabełek. Początkowo był maleńki i nie przypominał zupełnie niczego. Jednak już od samego początku lubił psoty i figle. A to zmieszał druciki z blaszkami, a to poprzestawiał farby. I za każdą udaną psotą diabełek rósł. Mając na uwadze przedmioty, które produkowano w innych halach, dobrze że został tam gdzie był. Mijały lata diabełek rósł i mężniał.

Przyszły na fabrykę ciężkie terminy i diabeł musiał uciekać. Błąkał się po Polsce. Smutny. I któregoś dnia trafił do podwarszawskiego Milanówka. A tam była grupa ludzi, którzy lubili rowery. Tu diabeł odżył., zadomowił się. Wróciły dawne dobre czasy. Można było psocić do woli. Czasem sypnął szkiełka pod koło. Ileż to było radości, gdy spocony rowerzysta powtarzając słowa, które w żadnym wypadku nie nadają się do druku, ściągał koło, oponę i łatał dętkę. Niektórzy nazywali go Gumisiem, ale to nie jest jego imię. Bo on nie tyko dziurawił dętki. Zrzucał łańcuchy. Szczególnie lubił to podczas jazdy pod górę. Potrafił w domu przed samym wyjazdem tak przysiąść na kluczach, że biedny rowerzysta z obłędem w oczach miotał się po domu w poszukiwaniu zguby. Ale Milanowscy Kolarze polubili diabła. Nadali mu nawet imię Milanowskiego Pedała. Któregoś dnia jednak Pedałek przesadził. Tak poluzował śrubki w hamulcach roweru, że mało co a doszłoby do wypadku. Rozgniewali się Kolarze. Ich Wódz i najmądrzejszy z nich Adam zwołał naradę, na której postanowiono co zrobić ze złośliwcem. Na naradzie zapadła decyzja. Nocą w warsztacie, po sprawdzeniu czy w kącie nie ma Pedałka, rzemieślnicy zrobili z części rowerowych jego podobiznę. Wiedzieli, że jest ciekawski i da się złapać. Gdy następnej nocy Diabeł wślizgnął się do warsztatu bez chwili wahania wplatał się w zmyślną konstrukcję. Wystarczyło jeszcze wkręcić dwie śrubki i Milanowski Pedałek został zaklęty w metalowe kształty.
Na tym właściwie można by skończyć, gdyby nie to, że kiedy rowery się rozpędzą, coś świszczy w szprychach i chichocze w przerzutkach. Że nadal coś czasami sypnie gwoździki pod koła, spadają łańcuchy i gubią się różne rzeczy.
Czy to te dwie śrubki nie zostały dokręcone, czy Diabeł znalazł inną drogę ucieczki, ale Milanowski Diabeł Pedałek jest z nami. Jest ze wszystkimi rowerzystami świata.


niedziela, 3 listopada 2019

powrót do Armenii

W końcu mi się udało ... stworzyć pokaz zdjęć, króciutki, z muzyką, z wyprawy do Armenii (2 tys zdjęć
w Galerii 2 nikt nie obejrzy, może tylko uczestnicy)

Tu mamy esencję wyjazdu!

Zapraszam do obejrzenia -  klikaj tutaj

W dziale filmiki pokaz pozostanie na zawsze.

ARe,are!

poniedziałek, 28 października 2019

Melomani STR

Korzystając z przerwy rowerowej zapraszam do posłuchania muzyki.
Podczas pobytu w Armenii odwiedziliśmy światowej klasy Narodowy Akademicki Teatr - Opera i Balet im. Aleksandra Spendiariannina znajdujący się w samym sercu Erewania. Budynek to dzieło głównego architekta miasta Aleksandra Tamaniana. Na długo przed wyjazdem marzyliśmy, żeby tam wstąpić (wymarzyła nam to Agnieszka). Na scenach tego Teatru występują gwiazdy ormiańskie oraz światowej sławy artyści operowi i baletowi. Nastawialiśmy się na coś z ormiańskiego podwórka, ale tego dnia trafiły się gwiazdy ze świata. No cóż, udało się kupić bilety na spektakl chiński. Czy można nakoić tym duszę, słuchać nie tylko uszami ale tzw otwartą gębą, przespać się w międzyczasie...
Słowik chiński to nie żaden ormiański Sazandarian ani Dołuchanowa. Widowisko chińskie to nie dzieło Chaczaturiana, to coś ponadczasowego...
Posłuchajcie - Pierwszy fragment tutaj , drugi tu . Nagrywał Konrad.


niedziela, 20 października 2019

Zaproszenie


Szanowne Koleżanki i Koledzy.

 Zapraszamy Was bardzo serdecznie na obchody jubileuszu 50-lecia naszego klubu UKTR Vagabundus, które odbędą się w dniu 26.10.br. (sobota) w budynku Dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego w Izabelinie ul.Kazimierza Tetmajera 38.

Link do lokalizacji:
https://www.google.com/maps/place/Dyrekcja+Kampinoskiego+Parku+Narodowego/@52.2982831,20.8200546,302m/data=!3m1!1e3!4m5!3m4!1s0x471eb537f7c0587b:0x539f8175499871d4!8m2!3d52.2983107!4d20.

 Rozpoczęcie obchodów planowane jest w sali kinowej na godzinę 11 (prosimy o wcześniejsze przybycie ).
Po zakończeniu części oficjalnej odbędzie się spotkanie turystyczne na pobliskiej polanie biwakowej Jakubów gdzie przy ognisku i poczęstunku będziemy mogli powspominać nasze wycieczki oraz snuć plany na następne sezony.

 Szczegóły wydarzenia i możliwości dojazdu znajdują się w informacjach na naszej stronie klubowej :

oraz  stronie Facebook :

Zapraszam i do zobaczenia
Z turystycznym pozdrowieniem
Andrzej Roman
Prezes Zarządu Ursynowskiego Klubu Turystyki Rowerowej  Vagabundus przy Oddziale Mazowsze  PTTK

Proponowana trasa dla STR Milanówek - nr 1 rowerowa - start Metro Młociny godz.9,00 - dojazd własny, lub z Milanówka pociąg 7,23 - przyjazd do Warszawy Śródmieście 8,00 - dalej metrem do Młocin.


 
   zapisz

niedziela, 13 października 2019

Sezon rowerowy 2019 zakończony

Ale żeśmy się najeździli na ostatniej w tym roku wycieczce, no cóż, po tak pokaźnym sezonie, trzeba było. Liczniki chyba nie załapały, bo przekręciliśmy niecałe 10 km. No, ale tu jazda spadła na dalszy plan. Najważniejsze to wycieczka niespodzianka i uroczyste zakończenie, bardzo uroczyste.

Ale od początku. Początek to wycieczka niespodzianka, okazała się tuż za miedzą, "Zagroda Brwinów" czyli willa Bartkiewiczówka. To tu znany pisarz Zygmunt Bartkiewicz pomieszkiwał, bawił się, pojedynkował i pisał. Obecnie to muzeum, siedziba Towarzystwa Przyjaciół Brwinowa i sale wystawowe lokalnych artystów. I dzięki TPD poznaliśmy bliżej Bartkiewicza, historię Brwinowa i zwiedziliśmy Zagrodę. Oprócz historycznych pamiątek uwagę przykuwało współczesne malarstwo.

Potem żeby nie było tak łatwo, i że tak krótko, powiało z naprzeciwka, mocno powiało, ale my do celu twardo pod wiatr do Milanówka, do zagrody Krzyśka.
I tam to już się działo.
Uroczyste zakończenie sezonu, a więc Puchary dla najaktywniejszych rowerzystów STR. Puchar dla Marka. Wśród kobiet aż trzy; Beata, Lidka i Grażynka, nie było rady zapunktowały równo. I tradycyjnie medale dla najlepszej dwudziestki. Puchary i medale wręczał Burmistrz Milanówka - Piotr Remiszewski. Dziękujemy.
Były też nagrody specjalne, dla Państwa Brytanów za przyjęcie na Roztoczu. Specjalne statuetki za szczególne osiągnięcia STR 2019 - dla Beaty za całoroczne foto, Sławka za przewodnictwo tras, Janusza za "Stodołę" (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi) i Krzyśka za zakończenie.
Przyjęliśmy nowych wielbicieli STR ubierając ich  w klubowe koszulki.

I jedziemy dalej, no już bez rowerów, na trawiastym parkiecie, w międzyczasie kąpiel, grill, słodkości i jadła i napitku do woli, aż do ciemnej nocy, mimo, że wcześnie zaczęliśmy, tu u Krzyśka nadrobiliśmy stracone dzisiaj kilometry. Wielkie dzięki dla gospodarza tegorocznego zakończenia, spisał się niesamowicie. W końcu doczekaliśmy się rowerowego diabła, stworzonego przez Marcina, którego przekażemy do muzeum. Dziękuję wszystkim za uczestnictwo w tegorocznej edycji STR i za zaangażowanie w uroczystość zakończenia.

Zapraszam do Galerii 2 na więcej foto.

Medaliści STR 2019

poniedziałek, 7 października 2019

Kończymy sezon rowerowy 2019

Sezon już się kończy - ale wróci jeszcze - rowerzyści z STR-u to nie leszcze.
Wkrótce zakończenie - tylko tego roku - poświętować , powspominać krok po kroku.
To świętowanie 12 października (sobota).
Na początek krótki rajd (jak zwykle niespodzianka). Start pod MCK Milanówek godz. 10,00.
Uroczystość zakończenia sezonu, puchary, medale i inne niespodzianki od godz.13,00 w ogrodzie u Krzyśka ul. Wylot 45 Milanówek. Piknik ogrodowy do znudzenia. Potrawy na grila i napoje gorące zapewnione. Sałateczki, przystaweczki, słodkości, owoce i napoje lżejszego i cięższego kalibru zabrać ze sobą.
Zapraszamy, będzie się działo!

niedziela, 6 października 2019

Indyjskie smaki

I to by było na tyle. Ostatnia wycieczka w tym roku, stop,  przedostatnia, ale ostatnia punktowana,  a ostatnia to będzie za tydzień, zakończenie sezonu, ta najważniejsza, ale o niej na razie cicho-szasza.
Dzisiaj z cyklu "Kuchenne rewolucje" - Smaki Indii.
Zdjęć z trasy ni ma, ale do hinduskiej knajpy dojechaliśmy rowerami. I wprawdzie do tej co była w planie, ale nie do tej co zamawiałem rezerwację, i tu co byliśmy to nas przyjęto, a z innej dzwoniono, że czekają. No cóż, bardzo to skomplikowane. W Piasecznie są 3 Indyjskie Restauracje, i jak było, gdzie było, było dobrze, nawet bardzo. Byli hindusi, były dania z papryczką, nawet dwoma, w porywach z trzema, a że STR to wybredne i żarte towarzystwo, mogło i powybierać i się nażreć. Jedni mniej, inni bardziej, jak to bywa w kuchniach świata, nigdy nie wiesz co zamawiasz, a jak już zamówisz wypada sfutrować. To nam poszło, i smakowało.
Ale relacja, tu rowerami, ale ni ma rowerów, a były, tu knajpa hinduska, ale nie ta, a jednak ta, nie znam hinduskiego, koniec sezonu, zarobiony jestem. Niewiem czy ktoś z zewnątrz zrozumie o czym piszę, ci co byli trochę ogarną, jaka wycieczka, taka relacja, ale z tego co wiem to i knajpa i trasa była w pożo.
A zdjęć więcej w Galerii 2.