poniedziałek, 5 września 2016

wyjazd do Sielpi

Dla osób wyjeżdżających pociągiem. Dn. 09.09.2016
Wyjazd z Milanówka 6,35 - Warszawa Zach  -
7,19 pociąg do Radomia (kupić bilet do Radomia, bez roweru)
z Radomia rowerem do Sielpi - 80 km.
Zakwaterowanie w Ośrodku Wypoczynkowym Bartek, domki drewniane, rezerwacja przyjęta. Koszt 110 zł
Szczegóły i regulamin rajdu tutaj

Powrót w niedzielę 11.09.2016 (po uroczystym zakończeniu ok.12,00) na kołach do Skarżyska. Pociąg do Warszawy z przesiadką w Radomiu 15,54. Przyjazd do W-wy Zach 19,39

Julian jedzie samochodem może zabrać jakiś bagaż. Kto ma coś do zabrania do czwartku, do godz. 19,00 proszę złożyć u mnie.

niedziela, 4 września 2016

Pocztówka z Dni Milanówka

Wczoraj z okazji Święta Naszego Miasta powrócił klimat lat dwudziestych i trzydziestych. Na ulicach piękne Pani i przystojni Panowie w strojach z tamtej epoki, mimowie, szczudlarze, kataryniarze i teatrzyki oraz ROWERY (nie tylko z lat dwudziestych).
 Ogólnie przedstawiono całą historię roweru a po prezentacji można było spróbować jak się dawniej jeździło a czasem chodziło.

czwartek, 1 września 2016

Najbliższa niedziela - wolne!

LUZ BLUES!
Odpoczywajcie, nie ma to jak chwila przerwy.
A jak nie, to zapraszam na Dni Milanówka,
a za tydzień Sielpia, trzydniówka wynagrodzi
stracony weekend.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Metalowe ptaki i wizyta w dwóch ogrodach

Siedzą ptaszki w gniazdku. Siedzą rodzinkami-Tata- ptaszek. Mama- ptaszka
Razem z pisklętami. 
Otwierają głodne dzióbki. Wiercą się czasami. Poprawiają swoje piórka, kiwią ogonkami.
 Tata ptaszek lata, po pokarm do lasu, mama ptaszka dba o dzieci
Na nic- nie ma czasu!
           Chciałabym się wtulić, w to ciepłe gniazdeczko, gdyby mi urosło, choć jedno pióreczko…

ale piórka nie rosną...ale niech sobie wiją swoje gniazdko razem - Marta i Marcin- pokazaliśmy im jak to robią ptaszki, niestety trochę przesadziliśmy,  były to ptaki giganty, Z METALU, w ogrodzie rzeźb Juana Soriano.

I miała to być lajtowa wycieczka z podziękowaniem za to, co zrobił STR dla nowożeńców (ja też dziękuję),
ale lajtowo wyszło 222 km, aż się przeraziłem, w taki upał tak dobrze się jechało, ale na miejscu spojrzałem jeszcze raz na licznik - 22 km (kuźwa, jedna dwójka mi się dodała). Było lajtowo, i tak miało być.
Ogród godzień odwiedzenia, Sylwia też ptaka pokochała, i wylosowała, zresztą ptaki zgarnęły tylko dziewczyny, ale niech i tak będzie. 
I może już dosyć o ptakach, nie urażając męskiej części STR, te były naprawdę giganty (patrz na zdjęcie z prawej), ale na pocieszenie chłopaki był też Byk, METAOWY BYK, wprawdzie bez jaj,  jak ta kura, ale BYK.

I po ptokach, wszystko skończyło się w Milanówku, na Piotra Skargi  8B. Jak umieliśmy, tak przyjęliśmy, jeszcze raz dziękujemy za  rowerowy orszak ślubny.
Rodzice i Nowożeńcy.  
 Nie,  korki nie wysiadły, to z galerii Juana. Miło, że tort smakował (podobno tak). Dzięki raz jeszcze.
Można też wpaść do galerii, tam więcej ptaków. 


środa, 24 sierpnia 2016

W niedzielę dwa ogrody...

28 sierpnia (zamiast Otwocka) odwiedzimy Parkową Galerię Rzeźby Juana Soriano, którą stworzył Marek Keller (kilka osób z STR już tam było parę lat temu, ale warto zajrzeć raz jeszcze, zwłaszcza w pełni lata i coś jeszcze przybyło)

Owczarnia dziś: ścieżki w parku wysypane białym żwirem, czyste stawy, odnowiony domek rządcy i pobielona stodoła z nowym, przeszklonym dachem. Niby zwyczajna podmiejska rezydencja, jakich w okolicach Warszawy całkiem sporo.

A jednak niezwyczajna. Pod wiekowymi lipami stoją kilkumetrowe rzeźby, jakich nie uświadczysz nie tylko w mazowieckim krajobrazie...  głowy wielkich ptaków, jakby wyjętych ze starych płaskorzeźb Azteków, ale jakoś współczesnych, więc jeszcze bardziej intrygujących. Jak ta, która nazywa się „Narodziny ptaka”. Marek tłumaczył Juanowi jak dziecku, że ptaki wykluwają się z jaj. A Juan na to, że jego zdaniem tak przychodzą na świat tylko pospolite kury.
Zresztą – rzeźba kury też jest. Z brązowymi jajami ukrytymi w otwartym brzuchu.
W stodole stoją mniejsze figury, mając za postumenty drewniane skrzynki, w których przyjechały z Meksyku...

Takiego parku i takiej stodoły nie ma nigdzie poza Owczarnią.



Start pod MCK godz.10,00
Ale, żeby tam dojechać trochę pokręcimy trasa: Milanówek - Falęcin - Brwinów - Podkowa Leśna - Żółwin - Owczarnia - Milanówek

Na zakończenie znów wizyta w ogrodzie, tym z dzwoneczkami w Milanówku na Piotra Skargi - w podziękowaniu za wspaniały orszak ślubny Marty i Marcina. Zapraszamy

wtorek, 23 sierpnia 2016

Marcin w drużynowym triathlonie

Kiedy my uganialiśmy się za indianami Marcin startował w drużynowym triathlonie w Bydgoszczy.
Pływanie 3,8 km - startował Tomek z Bydgoszczy - ukończył z wynikiem 59,5 min,
Rower 180 km - Marcin STR - 6 godz.24 min
Bieg 42.2 km - Tomek - Bydgoszcz - 3 godz.25 min.
Drużynowo zajęli 13 miejsce z łącznym czasem
10 godz. 51 min.


Pierwsze 40 km dla Marcina było na sucho, następne 140 w deszczu, ale po Bukowinie czuł się jak ryba w wodzie. Głównie teren płaski, ale kilka dobrych górek też się trafiło.
Maksymalna prędkość 65km/godz,  min -15, średnia ze 180 - 28. Jest się czym pochwalić, 180 km bez przerwy, bez sklepu, żadnych pieczątek ani kawy ale za to z ładnym medalem. Gratulujemy.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Dziki Zachód - Runów City

Dzisiaj jestem w Runowie
i na banjo idąc gram..
Jutro będę w Milanówku City
no a tam najmilszą mam

Kiedym ruszył w czasie suszy
całą nockę padał deszcz.
Taki gorąc był żem zmarzł
na śmierć, Grażanno nie lej łez.

Och Grażanno
O nie płacz bo już dość,
Idę sobie z banjo na kolanie
Ja z południa gość....



 
 I tak oto zamiast jeździć po okolicy wybraliśmy się na Dziki Zachód, a konkretnie nieopodal Teksasu - Runów City. Nim dotarliśmy do granic Teksasu już w Los Nadarzynas przywitali nas kowboje (wprawdzie bez whisky, ale coś mieli w zastępstwie).
Następnie przez prerię, lasy starymi wierzbami płaczące, nawet spokojnie, nie atakowani przez indian (nie wychylił się ani jeden Siuks widząc taką siłę STR - 22 wspaniałych) zdobyliśmy Runów City.

A tam działo się, oj działo.
Billy Rafał puszcza oko,
 Garett Janusz płuuucze złoto,
męża nima bierę wszystkich
 - tych przydrożnych ,
obcych, indian oraz bliskich.


Wpada kowboj do baru i się wydziera: Kto spał z moją żoną? - Spoko uspokaja go barman, nie rób takiego szumu, bo i tak nie masz tylu naboi.

Tadek z Kubą gwoździe kują, nie wiem co kowbojki knują. Chłopy biorą się do żrnięcia - jak skończą? - nie mam pojęcia.

 Po wizycie w siuksów tipi, wszyscy byli już na haju, i jak dzieci te kowbojskie, przybliżali się do raju.

 Jack i Tom piją piwo w salonie, a tu wchodzi kowboj z głową indianina pod pachą. Wręcza ją barmanowi a ten wypłaca mu pieniądze i zwraca się do innych; Nienawidzę indian, spalili mi stodołę, zabili żonę i dzieci i każdy kto przyniesie głowę indianina dostanie tysiąc dolców.
Jack i Tom dopijają swoje piwo i  idą polować na indian. Po chwili  zauważają jednego, Jack rzuca kamieniem i martwy indianin ląduje w wąwozie. Idą zabrać trofeum, Jack wyciąga nóż a Tom krzyczy - Jack spójrz - nie teraz, odpowiada Jack jestem zajęty - myślę, że naprawdę powinieneś to zobaczyć - Dupku nie widzisz, że jestem zajęty, mam tysiąc dolców w ręku - proszę spójrz. Jack patrzy w górę wąwozu a tam stoi 5 tysięcy indian i krzyczy o kur... będziemy milionerami.

No ale na ostudzenie była gorąca kawa i powrót do rzeczywistości, a że kawa nie za bardzo ostudziła,
zwłaszcza, że była gorąca, obudziły nas dopiero niebiosa, ulewa wystudziła kowbojskie podboje.
Hough.
Ale najlepiej wstąpić do galerii zdjęć, robi się, niebawem będzie.

Była noc nad Rio Bravo, wszyscy już poszli spać, ale jeden Collorado wziął komputer i zaczął w zdjęcia grać.