na blogu przerwa do 30 września, (kontakt jedynie w komentarzach)
Lecimy ma Kaukaz, do Gruzji i jak nas niedźwiedzie nie zeżrą odświeżymy blog 30 września.
Do zobaczenia.
środa, 16 września 2015
sobota, 12 września 2015
Niedziela z Markiem (20 września)
część grupy będzie się męczyć pod górę na Kaukazie, a dla tych co zostają w kraju Marek przygotował rajd na...
XXXVIII Skierniewicke
święto kwiatów, owoców, warzyw
(i pary …)
Jeżeli lubicie
pociągi, ale niekoniecznie chcecie od podróży pociągiem zaczynać tego dnia
wyprawę rowerową to spotkajmy się jak zwykle w MOK-u skąd pojedziemy na kołach asfalcikiem do Skierniewic (ok 90 km w obie strony). Tego dnia odbywa się XXXVIII
Skierniewickie Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw (link do programu tutaj: http://swietokwiatow.pl/program/.
Na początek proponuję jednak PARĘ. Świętu towarzyszą dni otwarte parowozowni i
stąd ta PARA właśnie. Co godzinę będzie odbywało się zwiedzanie z
przewodnikiem. W 1994 roku zespół
parowozowni został wpisany do rejestru zabytków, od 2002 r. opiekuje się nią
Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei. Zwiedzałem ją prawie 10 lat temu w
towarzystwie pasjonatów i polecam, obrotnica na 23 stanowiska wraz z zabytkowym
taborem naprawdę robi wrażenie.
Oczywiście w
samym temacie święta będzie okazja do pooglądania rzeczonych kwiatów, owoców i
warzyw, ale nie tylko.
Do obejrzenia wnętrz zaprasza Pałac
Prymasowski, a pani Karolina Wajda na pokaz jeździecki. Jak już podjemy
„surowego” to na pikniku myśliwskim, mam nadzieję, że uda się skosztować – Dasz
Bór – dziczyzny. Żebyśmy nie tracili humoru na początku jesieni o 15:00 zabawi
nas kabaret Neonówka.
Przewiduję
powrót również na kołach, ale można wybrać też uroki jazdy pociągiem
elektrycznym (PARA już nie działa) do
Milanówka i wtedy trasa na ten dzień
skróci się o 45 km.
Jak powrót na kołach to
koniecznie oświetlenie i kamizelki odblaskowe.
Wyjazd z MOK 20.09.2015 godzina 09:00.
Pociągi powrotne podam później w związku z potencjalnymi
zmianami rozkładu.
Marek
wtorek, 8 września 2015
Relacja z opóżnionym zapłonem
Ale jest, a było to upalnego 9 sierpnia...
Wprost sama rozkosz wpuścić takie murzyniątko do domu. Sami oceńcie.
O dziwo wysokiej temperatury na start pod
MCK przyjechało 12 osób.
W Lesznie zrobiliśmy zapasy wody i
naładowaliśmy baterie słodyczami. Tutaj pożegnał się z nami Janek Zakrzewski.
Do Roztoki jechaliśmy w towarzystwie
Krzysztofa (z Ursusa) oraz zasmarkanej Tereski.
By tradycji stało się zadość siedliśmy na
parkingu na krótką regenerację sił.
Start w Kampinos był ostry, od razu pod
górę i to bez jazdy. Jedyna możliwość to pchać i pchać rower. Domino pokazał
nam jak to było w Gliczarowie.
W pierwszej połowie trasy napotkaliśmy
sporo ruchomych piasków, ale dziewczyny nie dały się im pokonać. Żadna nie
rezygnowała, żadna nie marudziła.
Przystanek na kawę bez kawy zrobiliśmy w
Granicy przy muzeum. Gorące napoje nie wchodziły w rachubę, ale za to losowanie
tak. Dziękujemy za piękne prezenty z Bukowiny Tatrzańskiej oraz za oddanie
drobiazgów wraz z emocjami z trasy Tour de Pologne naszych profesjonalnych
amatorów (dzięki Michał, Marcin, Domino).
Pędzimy dalej. 2 etap naszej wycieczki
okazał się gorszy. Ścieżką szerokości ok. 30cm z przyjaciółkami pokrzywami,
które wpierw jako młode miło łaskotały nas po nóżkach po czym wyrosły na
wysokość twarzy i wraz z zielono różowymi rzepami osaczyły nas po czubki głów.
Nie ma co poprawa krążenia metodami naszych babć i prababć na pewno zadziałała.
Pokrzywy zrobiły swoje!
Ten etap był duszny i byle nikt nie złapał
gumy bo robale by nas zżarły razem ze skarpetami.
Udało się przemknąć wyjechaliśmy w
malowniczej wiosce, szybkie zdjęcie przy stogu siana i w drogę.
W drogę 10m i
gumaa. A jednak Paweł nie mógł się powstrzymać, co ja nie złapię gumy? W końcu
każdy ma szanse na Gumisia. Wszystko sprawnie poszło, Paweł uwinął się
błyskawicznie z usterką. Agnieszka pogadała z kozami sołtysa, wypasanymi tuż
przy drodze. Ruszyliśmy. Postanowiliśmy ciut zmienić ostatni odcinek trasy.
Było Dość późno koło 16:00 zamiast przez las po korzeniach i do Roztoki,
podążyliśmy asfaltem w kierunku Leszna. Domin sprawnie nas poprowadził
skrótami, omijając centra Leszna i Błonia. Dojechaliśmy prawie do Żukowa i
stało się. Monika złapała pierwszego kapcia, a że dama gumy nie nosi w zapasie
pozostało jej maszerowanie na pieszo J no to
zadzwoniła po mamę, rower i siebie wpakowała do samochodu i fru zostawiła
dzielnych kompanów. Wycieczka okazała się bardzo fajna bo zróżnicowana, a
zarazem nie uporczywie trudna. Frajda ze zmęczenia była, a marudzących brakło.
Co prawda w trakcie wycieczki zginął gdzieś Andrzej Sarnowski i nie wiadomo
dlaczego pojechał bo nic nikomu nie mówił. Reszta dotarła cała zdrowa i z uśmiechem.
Szczególnie malował się gigantyczny rogal na twarzy spoglądając na rumuńskie
małe nóżki naszej Agusi. Wprost sama rozkosz wpuścić takie murzyniątko do domu. Sami oceńcie.
poniedziałek, 7 września 2015
pozdrowienia
Pozdrowienia dla STRu z Zakopanego. Domino postanowił zabrać mnie na
trasę TURKA znaczy Tour de Pologne dla amatorów, na słynny podjazd w
Gliczarowie.
Zdecydowanie za rok nie jadę ☺ To trudny etap bardzo weryfikuhacy możliwości rowerowe.
Monika
Zdecydowanie za rok nie jadę ☺ To trudny etap bardzo weryfikuhacy możliwości rowerowe.
Monika
niedziela, 6 września 2015
kolejny Maraton Konecki zaliczony
...do Nieba...do Piekła...
...czyli tradycyjny wrześniowy
Konecki Rajd Rowerowy, po raz XXII PTTK Końskie i Przyjaciele zaprosili
rowerzystów do zwiedzania ziemi koneckiej.
Do wyboru trasy na 185, 130 i 75 km oraz nowość 35 km z podwójnym startem w Sielpi i Końskich.
- Sylwia, Julian, Janek, Mietek, Andrzej, Marian, Michały dwa i ja (Rafał).
Grupa podzieliła się na dwie ekipy:
"185" - Janek, Mietek,Marian, Andrzej, Michał Raszyn.
Michał opowiedział mi tak:
"...start, sklep, pieczątka, sklep, pieczątka, sklep...meta"
"75"
- poprowadzona przez zaprzyjaźnionego Końskiego Konrada ( wielkie
dzięki, zwiedzanie pierwsza klasa), przejechała 127, tak 127 kilometrów,
bo jak na turystów przystało - zwiedzaliśmy:
Skałki, Muzeum Hutnictwa i Przemysłu maszynowego w Chlewiskach oraz rynek w Szydłowcu...
...a i jeszcze Izbę Przyjęć w Czarnieckiej Górze, ale okazało się, że to nie psychiatryk i mnie przyjąć nie chcieli.
Natomiast
po integracyjnym ognisku Sekcję nawiedził Skarżyski Stanisław
Stanisławski, zalewając nas niezliczoną wręcz ilością rymowanych
humoresek (szacun).
I na zakończenie: "Pozdrowienia, Podziękowania, Gratulacje"
Sylwii - że pomimo ciężkiej kontuzji, z zaciśniętymi zębami ukończyła, nieco wydłużony, rajd;
Organizatorów i Przyjaciół - za trud przygotowań tak dużej i ciekawej imprezy;
Pozostałych Uczestników - za towarzystwo, uśmiech i wspólną zabawę;
I oczywiście dla Lucyny i Magdy - za cierpliwość i ciężką pracę, gdy my się bawimy.
P.S.
Mam nadzieję, że pomimo nieobecności Prezesa Sekcji, godnie reprezentowaliśmy Milanówek.
Pozdrawiam; Rafał
wtorek, 1 września 2015
Wyjazd do Sielpi
Julian z Sylwią jadą samochodem, w piątek, kto chce oddać swój bagaż do samochodu, w czwartek wieczorem może zostawić u mnie.
Sławek z Justyną dojadą w sobotę rano. Regulamin i trasy rajdu tutaj.
Uwaga. Impreza w innym Ośrodku - "Belferek "(na tej samej ulicy, lecz trochę dalej). Noclegi zamówione.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







