W planach był Nieborów i Muzeum Motoryzacji ok 100 km. Od rana siąpił deszczyk, niebo zachmurzone, telefony - jedziemy? Jedziemy, może przejdzie. Podjeżdżam pod MOK. Dwie osoby, pada, chyba odwołamy. Podjeżdżają następni, już jest 15 osób, co robić, setka w deszczu nie nastraja.
Rzuciłem propozycję - jedziemy do Błonia na półmaraton, tam startuje moja córka, bez chwili wahania - grupa odkrzyknęła jedziemy, już nie kropi, pada, dojeżdżamy do Błonia, pada coraz lepiej. Gdzie start, gdzie biegają, poszukiwania, leje.
W końcu docieramy na start, strzał ruszyli, my za nimi, na trasie policja, jak tu się przedrzeć, puścili nas jedziemy wśród biegaczy, pozdrawiamy Gosię, okazuję się, że biegnie też Jacek z naszej grupy rowerowej, leje, jedziemy przez 15 km razem z biegaczami, na 5 kilometrów przed metą zatrzymuje nas policja, dalej nie można, musicie naokoło, leje. Stop, czekamy na Gosię i Jacka, są, kibicujemy - Goosia, Jaacek, pobiegli do mety, my już do domu, leje, leje coraz mocniej, ale nam już wszystko jedno, wykąpani wróciliśmy do Milanówka, nakręciliśmy 56 km, mokrych kilometrów, ale nikt nie narzekał, ot przygoda, zakończona na sucho u mnie (na sucho zewnętrznie), wewnątrz trochę na rozgrzewkę i ból minął, i deszcz przestał lać i jest co wspominać i w galerii też coś będzie.
PS. W imieniu córki dziękuję za doping, Jacek aż tańczył z zachwytu na trasie, ot wycieczka inna niż wszystkie.
niedziela, 20 sierpnia 2017
wtorek, 15 sierpnia 2017
Rumuńska Dobrudża
Trasa: Braila- Horia - Muringhol - Jurivolca- Vadu - Konstanca - Vama Veche - Murtiflar - Cerna Voda - Harsova - wioska pod Brailą nad Dunajem (finisz)
Do Rumunii w okolice Braili dotarliśmy busem (nigdy więcej tak długiej podróży) - potem już rower, wolność i swoboda; Góry Macin, jeziorko Horia, Tulcza i cały czas w górę i na dół, aż do serca Delty Dunaju Muringhol.
Tam przesiedliśmy się na łodzie motorowe, wśród pelikanów, kormoranów, czapli, ibisów i mnóstwo innego ptactwca, poprzez wyspę na której mieszkają dzikie konie i osły - to chyba najpiękniejszy dzień wyprawy.
Z Delty Dunaju ruszyliśmy na wybrzeże, pola kukurydzy, słoneczników, pozostałości osad rzymskich, jeziorka i upał, upał, upał. Jarivolca, Plaja Vadu. Konstanca, Vama Veche. Plaże, te dzikie z delfinami, mnóstwem muszli, te w kurortach, Mamamija, Vama Veche - to nie Bałtyk, moooorze Czarne!
I powrót nad Dunaj, zwykła Rumunia, wioski cygańskie, kukurydza, śmieci, upał, stada kóz i baranów, i wszędzie, wszędzie arbuzy, melony - danie podstawowe i winogrono, winnice i degustacje.
Cerna Voda - przypadkowo, rumuński żandarm, od razu przyjaciel, przewodnik, snajper, negocjator, ileś tam w jednym - Catalin Stoica. Dzięki niemu zwiedziliśmy miasto, odwiedziliśmy kolejną winnicę, nocleg w hotelu, no i kolacja, wykwintna, inna niż wszystkie - full wypas. (ale zanim wypas, do hotelu pod górę, wjechać tam - masakra) zresztą Rumunia to góry, góry to Karpaty, a na Dobrudży miało być płasko, toż to Delta Dunaju, wybrzeże, płasko nie było, nie było!Atrakcji za to nie brakowało, "wyzwolenie plażowe", błotne kąpiele, delfinarium, Konstanca, Braszów, Bani Termale, hipisowska plaża, osły, komary, i wspaniali ludzie, Rumuni są bardzo otwarci i życzliwi, i mają palinkę, i złote zęby, i duże biznesy i prawie nic, ale wszyscy przyjacielsko nastawieni (nawet przygarnęli bezdomnego Janusza pod hotelem), jedyne co im "przeszkadzało" to Lewandowski (3 gole) ale wybaczyli.
Wkradło się trochę chaosu w tej relacji, może galeria, bez słów obrazkowo powie więcej, zapraszam, mnóstwo zdjęć, wspaniałe pejzaże Konrada, miłego oglądania (dla uczestników, wspaniałych wspomnień) - dla każdego coś miłego! Ale za dużo tego słodzenia, zobacz, oceń!
Bilans zysków i strat - (minus) 10 dętek, opona, dwa złamane podnóżki, dwa błotniki, bagażnik wszystko pryszcz - emocji i pozytywnych wrażeń więcej.
wtorek, 25 lipca 2017
wakacyjna wyprawa - Rumunia
Zbiórka u mnie w sobotę (29-tego)
godz.6,45 - wyjazd o 7,00
Rowery i bagaż dostarczamy w piątek od godz.16 do 21. (kartony na przekładki mam),
zaopatrzyć się w prowiant na drogę, na obiad gdzieś wstąpimy po drodze. Czeka nas długa podróż busem, ale potem przez dwa tygodnie rower, Dunaj i wybrzeże Morza Czarnego.
Wracamy 13 sierpnia. Do zobaczenia na kolejnych niedzielnych wycieczkach, ale to dopiero w drugiej połowie sierpnia.
godz.6,45 - wyjazd o 7,00
Rowery i bagaż dostarczamy w piątek od godz.16 do 21. (kartony na przekładki mam),
zaopatrzyć się w prowiant na drogę, na obiad gdzieś wstąpimy po drodze. Czeka nas długa podróż busem, ale potem przez dwa tygodnie rower, Dunaj i wybrzeże Morza Czarnego.
Wracamy 13 sierpnia. Do zobaczenia na kolejnych niedzielnych wycieczkach, ale to dopiero w drugiej połowie sierpnia.
niedziela, 23 lipca 2017
Ranczo pod Bocianem
Kolejne Kuchenne Rewolucje za nami. No nażreć to się było można, ale po kolei. Zapowiadali burze, ale co tam, jedziemy! Miejscówka zarezerwowana to w drogę. Zaraz po starcie zaczęło padać, ale niegroźnie i bez paniki, chwila i przeszło, a dalej już przepiękna pogoda. A że do Przypek, na Ranczo niedaleko pojechaliśmy okrężną drogą.
Frekwencja dopisała, 28 wygłodniałych sztuk. Na Ranczo przeżyliśmy dwa razy szok. Pierwszy po dotarciu porcji na stół. Wszystkich nie będę opisywał, ale największe powodzenia miały polędwiczki w sosie grzybowym, ale polędwiczka, grzybeczek zdałoby się coś do tego, frytki, surówki, kopytka - no tego już było za wiele, ale jakoś poszło, ja swoje kopytki oddałem.
Drugi szok gdy zwiedzaliśmy Ranczo, mosty, mosteczki, stawy, stawiki, ogromne grilownie, pole golfowe, park linowy, Chata Rybaka, Modrzewiowy Dwór, miejsce jak z bajki.
Z powrotem trochę na wyścigi, już krótszą trasą, nakręciliśmy 56 km. A burza to się rozpętała jak już byliśmy w domu, a domowy obiad niedzielny zostawiamy na poniedziałek.
Zapraszam do galerii zdjęć. (już działa)
zdążyliśmy przed ... patrz zdjęcie
Frekwencja dopisała, 28 wygłodniałych sztuk. Na Ranczo przeżyliśmy dwa razy szok. Pierwszy po dotarciu porcji na stół. Wszystkich nie będę opisywał, ale największe powodzenia miały polędwiczki w sosie grzybowym, ale polędwiczka, grzybeczek zdałoby się coś do tego, frytki, surówki, kopytka - no tego już było za wiele, ale jakoś poszło, ja swoje kopytki oddałem.
Drugi szok gdy zwiedzaliśmy Ranczo, mosty, mosteczki, stawy, stawiki, ogromne grilownie, pole golfowe, park linowy, Chata Rybaka, Modrzewiowy Dwór, miejsce jak z bajki.
Z powrotem trochę na wyścigi, już krótszą trasą, nakręciliśmy 56 km. A burza to się rozpętała jak już byliśmy w domu, a domowy obiad niedzielny zostawiamy na poniedziałek.
Zapraszam do galerii zdjęć. (już działa)
zdążyliśmy przed ... patrz zdjęcie
Odjazdowy Biblitekarz
No może tak strasznie odjazdowy nie był, w sumie niewiele osób i kilometrów, ale miło i przyjemnie. Wystartowaliśmy z pod Biblioteki w Milanówku, odwiedziliśmy Bibliotekę w Podkowie i ponownie wróciliśmy do Milanówka. Fajna trasa (no cóż sam ją wymyśliłem, to musiała być fajna), jechała z nami Pani Burtmistrz, i małe dzieci również. Dziękuję tym z STR, którzy wsparli ten rajd.
W Podkowiańskiej Bibliotece obejrzeliśmy wystawę ekslibrisów, był mały piknik i czytanie książki (oczywiście o Milanówku) a na koniec w Bibliotece Milanowskiej każdy otrzymał książkę.
W Podkowiańskiej Bibliotece obejrzeliśmy wystawę ekslibrisów, był mały piknik i czytanie książki (oczywiście o Milanówku) a na koniec w Bibliotece Milanowskiej każdy otrzymał książkę.
czwartek, 20 lipca 2017
sobota z bilbilotekę, niedziela ze smakiem
22 lipca sobota (przeniesiony rajd) z Biblioteką Miejską - spotykamy się pod MCK godz. 10,30 - Odjazdowy Bibliotekarz rusza z pod Biblioteki w Milanówku do Biblioteki w Podkowie Leśnej, Zakończenie w Milanówku na Zielonym Dołku. Zapraszam!!!
23 lipca (niedziela) z cyklu "Kuchenne Rewolucje" odwiedzimy - Ranczo pod Bocianem w Przypkach k/ Tarczyna - dystans ok 50 km - trasa szosowo-terenowa. (Obiad we własnym zakresie) - miejsce zarezerwowane. Start pod MCK godz. 10,00
poniedziałek, 17 lipca 2017
Strzał w dychę - X-lecie Cyklisty
Na urodziny do Cyklisty Włocławek w większości dojechaliśmy na kołach. Milanówek - Gołaszewo 140 km. Fajna trasa (za wyjątkiem Sochaczewa), pogoda ok. lecz wiaterek z przodu, ale po drodze pyszny obiadek w Gostyninie, pałac w Sannikach i niesamowity pomnik Chopina (nasi wielcy Polacy
będą się przewijać jeszcze nie raz). Tuż przed Gołaszewem- bazą zlotową, wstąpiliśmy do Kowala, miasta w którym się urodził Kazimierz Wielki.
No i urodziny - Strzał w dychę (dotarli również ci co to samochodem) i zabawa była przednia.
Następnego dnia rajd urodzinowy, już nie tak długi, do Brześcia Kujawskiego (tam podobno urodził się Władysław Łokietek, podobno ale weźmy to dosadnie) - pomnik stoi.
W Brześciu zwiedziliśmy też kościół Św. Stanisława Biskupa, z przepięknym sufitem, wielokrotnie modernizowany, ale pochodzący jeszcze z czasów Kazimierza Wielkiego, następnie ratusz w którym poznaliśmy historię Brześcia (jakąś niezyndetyfikowaną parę pod szkłem) i wieżę, (z kawałami po trasie - to tak dla wtajemniczonych). Powrót na bazę i dla chętnych wycieczka nad Wisłę. Potem obiad i konkursy (w których oczywiście nam nie poszło, pech? o pechu to może powiedzieć Roman z Sochaczewa, na pierwszej zabawie partnerka w tańcu trafiła go łokciem i stracił jedynkę, na drugiej miał wywrotkę i szyli mu czoło- nasi ocaleli i bawili się świetnie).
Wspaniała rowerowa integracja, nowi znajomi, stare znajomości odkurzone. I brawo Cyklista, jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego i dziękujemy za zaproszenie.
Ale niestety wszystko się kończy, na kołach do domu pojechało tylko dwóch (Ludwik i Andrzej). Większość rowerem do Kutna a tak wspaniałą trasę zafundował nam Kuba z Cyklisty- dzięki Kuba, w Kłóbce zwiedziliśmy skansen i dwór (a że było niewiele czasu to skansen zwiedzali Ci od chłopów, a szlachta poszła do
dworu - i tu też wspomnienie o Chopinie, gdyż właścicielką dworu była Maria Wodzińska z Orpiszewskich, narzeczona Chopina).
Wróciliśmy cali, zdrowi i uśmiechnięci (bez ubytków i szwów), Maniuś się trochę zgubił z powrotem, ale się odnalazł. I co, i więcej takich wyjazdów. Dystans całkowity 280 km (dla dwóch więcej, dla niektórych mniej). I rowerowo, i zabawowo, po prostu klawo!
I zapraszam do galerii zdjęć. Jest i parę filmików.
No i urodziny - Strzał w dychę (dotarli również ci co to samochodem) i zabawa była przednia.
Następnego dnia rajd urodzinowy, już nie tak długi, do Brześcia Kujawskiego (tam podobno urodził się Władysław Łokietek, podobno ale weźmy to dosadnie) - pomnik stoi.
W Brześciu zwiedziliśmy też kościół Św. Stanisława Biskupa, z przepięknym sufitem, wielokrotnie modernizowany, ale pochodzący jeszcze z czasów Kazimierza Wielkiego, następnie ratusz w którym poznaliśmy historię Brześcia (jakąś niezyndetyfikowaną parę pod szkłem) i wieżę, (z kawałami po trasie - to tak dla wtajemniczonych). Powrót na bazę i dla chętnych wycieczka nad Wisłę. Potem obiad i konkursy (w których oczywiście nam nie poszło, pech? o pechu to może powiedzieć Roman z Sochaczewa, na pierwszej zabawie partnerka w tańcu trafiła go łokciem i stracił jedynkę, na drugiej miał wywrotkę i szyli mu czoło- nasi ocaleli i bawili się świetnie).
Wspaniała rowerowa integracja, nowi znajomi, stare znajomości odkurzone. I brawo Cyklista, jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego i dziękujemy za zaproszenie.
Ale niestety wszystko się kończy, na kołach do domu pojechało tylko dwóch (Ludwik i Andrzej). Większość rowerem do Kutna a tak wspaniałą trasę zafundował nam Kuba z Cyklisty- dzięki Kuba, w Kłóbce zwiedziliśmy skansen i dwór (a że było niewiele czasu to skansen zwiedzali Ci od chłopów, a szlachta poszła do
dworu - i tu też wspomnienie o Chopinie, gdyż właścicielką dworu była Maria Wodzińska z Orpiszewskich, narzeczona Chopina).
Wróciliśmy cali, zdrowi i uśmiechnięci (bez ubytków i szwów), Maniuś się trochę zgubił z powrotem, ale się odnalazł. I co, i więcej takich wyjazdów. Dystans całkowity 280 km (dla dwóch więcej, dla niektórych mniej). I rowerowo, i zabawowo, po prostu klawo!
I zapraszam do galerii zdjęć. Jest i parę filmików.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










