Polecieliśmy z Warszawy do Wenecji samolotem, stamtąd pociągiem do włoskiego Tarvisio pod słoweńską granicę. To tu był początek rowerowej wyprawy.
Trasa; Tarvisio (Włochy) - Słowenia - Planica - Krajnska Gora - Bled - Ukanc - Tolmin - Zelesce - Postojna - Ankaran - Piran - Koper - Triest (Włochy)
Większość trasy to przepiękne drogi rowerowe (szczególnie Alpe Adria na początek), zdarzały się też drogi gruntowe, większe ruchliwe przejazdy ale ogólnie dla rowerzystów Słowenia to raj. I wydawałoby się, że ruszając z Alp Julińskich w kierunku morza będzie lżej - nie było. Góry dawały się we znaki, nawet nad samym morzem też nie było płasko
Widoki bajkowe i było co podziwiać.
Planica - To największy na świecie kompleks skoczni narciarskich z mamutem zwanym dziś Letalnica (dawniej Velikanka) na której wyskakano 29 rekordów świata, leci się króciutko na odległość ok 250 metrów, ale my musieliśmy tam wejść pokonując 1198 schodów, było warto.
Jeziora Alp Julińskich - Jezioro Jasna w Krajskiej Gorze, malutkie, zieloniutkie, urokliwe ze złotym koziorożcem, symbolem Alp Julińskich. Jezioro Bled - najbardziej znane w Słowenii, z wyspą na której stoi kościół, na którą trójka z naszej ekipy popłynęła wpław (ok. 1 km w jedną stronę), reszta w tym czasie plażowała i pluskała przy brzegu. Jezioro Bohnij - największe i najgłębsze jezioro w Słowenii, pięknie położone i dla nas w większości zrobiło większe wrażenie niż wizytówka Słowenii Bled (mimo nie najlepszej pogody)
Wąwozy i wodospady - Vintgar zwiedzony pobieżnie, wodospad Pericnik zachwycający na terenie Triglawskiego Parku Narodowego składa się z dwóch części dolny wielki 52 metrowy i 16 metrowy górny a pod dolną jego częścią wyżłobiona skalna galeria, niesamowite miejsce. Ale numer jeden to Tolmińska Korita, wąwóz tolmiński tego miejsca będąc w Słowenii nie można ominąć, woda wśród skał, wiszący most cud natury. Największy wodospad Savica z powodu pogody musieliśmy pominąć, widzieliśmy go jedynie z daleka w czasie rejsu statkiem po jeziorze Bohinjskim.
Jaskinia Postojna - i tu kolejny cud natury (tu spieramy się co było piękniejsze - jaskinia czy tomliński wąwóz, obstaję przy jaskini, ale wąwóz cały czas mam przed oczyma). Jedna z najpiękniejszych jaskiń na świecie, 24 km podziemnych korytarzy, a dojazd do niej niesamowity, kolejką wśród skał prawie 4 km, potem spacer i zachwyt. Zdjęcia tego nie oddadzą.
Wybrzeże - część słoweńska nad Adriatykiem to tylko 44 km ale znowu zachwyt, turkusowa woda, i choć brak piaszczystych plaż do których jesteśmy przyzwyczajeni te kamieniste mają swój urok, choć wejście do morza wymaga niezwykłej ostrożności. Nadmorskie miasteczka Piran, Isola, Koper warte odwiedzenia.
Campingi - w Słowenii jest zakaz biwakowania na dziko, nocowaliśmy na campingach, często droższych niż w Szwajcarii, ale bardzo obleganych (w Bledzie ze względu na brak miejsc nie przyjęto nas, musieliśmy szukać dalej) pozostałe się sprawdziły, był fajny leśny nad jeziorem Bohnij, leśny Pivka Jama pod Postojną a w Zalesce nietypowy Saxida na terenie winnicy, spaliśmy między winoroślami.
Pogoda - nie taka jak na poprzednich wyprawach gdzie żar lał się z nieba, ale było cieplutko choć deszcz i burze nas nie omijały, zdarzały się, ale do przeżycia.
Pojeść i popić - można, jest w czym wybierać, oczywiście w Słowenii (bo we Włoszech tylko pizza) a jeśli na mokro to piwko Lasko górą, z koziorożcem.
Podsumowanie - widoki malina, trudność trasy - noo... trudna (5 km przewyższeń), przejechane 560 km, zero gum po drodze (jak nigdy). Zadowolenie - na piątkę!
PS. Włochy - tak na zakończenie, okolice Triestu, ponieważ stąd wracaliśmy samolotem. Zwiedziliśmy centrum Triestu i zamek Miramar a morze włoskie to już nie to co słoweńskie.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz