Kolejna Niedziela na dwóch kółkach to Pilaszków koło Ożarowa Maz.
Dystans ok 50 km. Start pod MCK godz. 10,15
W Pilaszkowie są dwa Muzea- Muzeum Dworu Polskiego i Muzeum Pojazdów Konnych. Wstęp po 4 zł do każdego.
Muzeum Dworu Polskiego w Pilaszkowie, zwane również Muzeum Insurekcji
Kościuszkowskiej istnieje od 1995 roku. Mieści się w zabytkowym budynku
dworu na terenie prowadzonego przez Kościół zakładu opiekuńczego. Do
zwiedzania udostępniono wnętrza, w których prezentowane sa liczne
pamiątki związane z historią Polski oraz właścicielami i gośćmi
Pilaszkowa. W tutejszym dworze bywali polscy królowie - Jan III
Sobieski, Stanisław August Poniatowski, a także inni wielcy, jak książę
Józef Poniatowski czy Józef Wybicki. W czasie insurekcji
kościuszkowskiej w dworze stacjonował sztab powstańczy, tutaj Jan Henryk
Dąbrowski odebrał list z nominacją na generała-majora, tutaj też książę
Józef Poniatowski przystąpił do powstania. Po II wojnie światowej dwór
podzielił los innych polskich siedzib ziemiańskich: został doszczętnie
zdewastowany. W stanie ruiny trwał do 1985 r., odbudowany przez
Centralny Związek Spółdzielni Mleczarskich, do świetności przywrócony
przez Fundację Kościelną Rady Gospodarczej.
Obok Muzeum funkcjonuje również największe na Mazowszu Muzeum
Pojazdów Konnych, otwarte w czerwcu 2003 roku z ok. 50 eksponatami, a
wśród nich: bryczki o różnym przeznaczeniu, powozy, karety, faetony,
wozy chłopskie, dorożki, sanie, wóz cygański. Pałac otacza zabytkowy
park z pomnikiem gen. Dąbrowskiego na koniu.
wtorek, 15 lipca 2014
poniedziałek, 14 lipca 2014
Zalew Bolimowski
Tradycyjnie, jak co roku wyjeżdżamy nad zalew bolimowski. Dzień przed, w sobotę cały dzień lało, co będzie jutro? (zadawałem sobie pytanie) Ale przeszło, co prawda pogoda nie powalała z nóg, jak na wypad nad wodę, ale było w miarę nieźle.


Przekręciliśmy 96 km, chętnych do kąpieli było
niewiele. Julian rzucił się pierwszy, zanim jeszcze 4 osoby a reszta piknikowała na brzegu.
Udział wzięło 25 osób,dla chętnych był do zwiedzenia niemiecki cmentarz wojskowy z I wojny Światowej - Jachimów Mogiły i w drodze powrotnej klasztor w Miedniewicach. I w mierę upływającego czasu pogoda się coraz bardziej klarowała, więc co chwila po drodze lody, lody, lody...
Przekręciliśmy 96 km, chętnych do kąpieli było
niewiele. Julian rzucił się pierwszy, zanim jeszcze 4 osoby a reszta piknikowała na brzegu.
Udział wzięło 25 osób,dla chętnych był do zwiedzenia niemiecki cmentarz wojskowy z I wojny Światowej - Jachimów Mogiły i w drodze powrotnej klasztor w Miedniewicach. I w mierę upływającego czasu pogoda się coraz bardziej klarowała, więc co chwila po drodze lody, lody, lody...
niedziela, 13 lipca 2014
Kazimierz Dolny
Monia: Domin pospiesz się, bo znowu się
spóźnimy.
Domin: Przestań, jest 7:45, jedziemy tylko
do Grodziska.I ruszyliśmy…
Na stacji benzynowej spotkaliśmy się z Tytanem (Jankiem) i Młodym (Marcinem).
W Młochowie czekał na nas już Mietek.
Podróż była rozkosznie męcząca, prawie całą drogę jechaliśmy pod wiatr. Miało być 160km, a wyszło nie wiele więcej 170 km. Mała pomyłka na rozjeździe na rondzie w Kozienicach spowiadała 10 kilometrową nadwyżkę. Nocleg w Schronisku Młodzieżowym „Pod Wianuszkami”. Po kąpieli wybraliśmy się na spacer wzdłuż Wisłą, w kierunku Rynku. Nie obeszło się bez atrakcji. Idąc pasażem w kierunku starówki ukazał nam się on… I Dominik oszalał z radości.
Domin: Monia patrz mały konik! Ciekawe czy dużo je?! Kupmy sobie takiego.
Właściciel zwierzaka podłapał temat i z marszu zaproponował fotę za piątaka. Zawrotne tępo
wyciągania monety z portfela i bezgraniczna radość jaka ogarnęła Domina,
namalowały nam uśmiechy na twarzach. Sympatyczny właściciel widząc euforię
Dominika, pozwolił usiąść mu na koniku.Po dozie emocji udaliśmy się na Rynek, gdzie miasto tętniło życiem.
Wyruszyliśmy
koło 10:30 w kierunku promu do Janowca, gdzie zwiedziliśmy ruiny zamku.
Następny cel Warka. Tym razem bez wiatru, za to z piekielnym słońcem. W końcu dotarliśmy
do Warki (100km). W międzyczasie odłączył od nas Tytan, stwierdzając że wraca
na kołach. (Dotarł do domu przed nami około 20:30). W Warce musieliśmy wypić po
Warce, by umilić sobie czas oczekiwania na pociąg, regionalnym specjałami. PKP zafundowało nam 1,5h postój. Ja
Domino i Mietek wysiedliśmy w Warszawie Dawidy. Marcin pojechał do Zachodniej i
stamtąd do Grodziska. Nam pozostało do przekręcenia parę km, a dokładniej coś
koło 30. W Michałowicach rozstaliśmy się z Mieciem. Wieczorny chłód spowodował
doładowanie naszych baterii.
I tak pędem ruszyliśmy do Milanówka. Na miejscu
byliśmy 21:30.
Dystans
pokonany przez dwa dni 300 km.
piątek, 11 lipca 2014
Ruszyła galeria zdjęć z wyprawy naddunajskiej
Zdjęć napsrtykaliśmy ostro, zwłaszcza Paweł. Wszystkich zamieścić trudno, wybrać jeszcze trudniej. Ale zapraszam do galerii, trochę już tam jest
(a będzie jeszcze). W poniższym poście relacja.
(pod wyprawą chłopaków do Lubartowa).
(a będzie jeszcze). W poniższym poście relacja.
(pod wyprawą chłopaków do Lubartowa).
LUBLIN - LUBARTÓW i Święto Roweru
Na
wyprawę wybrało się dwóch zapaleńców dwóch kółek: Marcin i Michał.
Naszą
wyprawę zaczęliśmy w sobotę rano: jeden wystartował z Milanówka a
drugi zaś z Raszyna. No i ruszyliśmy na podbój Lublina. Droga była
długa, po górę, mecząca, słońce
dało nam się we znaki(troszkę nasz przepiekło). Ale po dojechaniu do
celu każdy był szczęśliwy i pełen satysfakcji. I tu na wybiło ponad
200km... Nazajutrz
w kierunku Lubartowa. Po drodze spotkaliśmy liczną grupę cyklistów a
na miejscu
czekały na nas już zapisy i w drogę. Trasy były bardzo różnorodne:
trochę piach ale przeważnie asfalt. I również tego dnia pogoda nas nie
zawiodła. Po przejechaniu pierwszej trasy, dojechali do nas: Julian i
Mateusz którzy przyjechali na zlot autem. Łącznię razem
przejechaliśmy 68 km . Po przejechanych kilometrach każdy dostał swoją
zasłużoną koszulkę i oczywiście, dyplom a gospodarze częstowali nasz
pyszna zupą grochową. Największą
atrakcją całego rajdu był wspólny przejazd ulicami Lubartowa... Łącznię przejechaliśmy około 400 km. Wyprawa była udana i polecamy wszystkim miłośnikom roweru wybrać się na nią za rok.MICHAŁ- RASZYN
środa, 9 lipca 2014
NAD PIĘKNYM MODRYM DUNAJEM
Tegoroczny wyjazd wakacyjny przebiegał przez cztery kraje; Węgry, Słowację, Austrię i Czechy. Zwiedziliśmy trzy stolice - Budapeszt, Bratysławę i Wiedeń. Przekręciliśmy ponad 600 km.
Podróż rowerową zaczęliśmy od Budapesztu. Na tę stolicę, jedną z najpiękniejszych w Europie poświęciliśmy cały dzień. Przed wyjazdem z Budapesztu zajrzeliśmy do Gedeon Richter (firmy, która przejęła grodziską Polfę) i ruszyliśmy wzdłuż Dunaju do Szentedre , miasteczka, które przypomina nasz Kazimierz nad Wisłą liczy 23 tys. mieszkańców i przyjmuje rocznie ok. 1,5 mln gości. Czy trzeba lepszej zachęty? Ta architektoniczna i krajobrazowa perełka to brama do Zakola Dunaju, „miasto Serbów” i „miasto baroku”, „miasto malarzy”...Następnie do Vysechradu dawnej stolicy Węgier, a tam na wzgórzu zamek, wysoko, - na wjazd zdecydowała się tylko czwórka; Paweł N, Krzysiek, Rafał i Grażynka, reszta pojechała na camping do Domos nad najpiękniejsze zakole Dunaju. Następnego dnia odwiedziliśmy najświętsze miasto na Węgrzech - Esztergom z ogromną Bazyliką.Tam po odsieczy Wiedeńskiej zawitał Jan III Sobieski, ma swój pomnik nad Dunajem, lata później zawitał też STR Milanówek - pomnika jeszcze nie ma.
Następnie wzdłuż Dunaju do Komarno, na słowacką ziemię i odnowa biologiczna na basenach termalnych. A potem, potem pomyliliśmy trasę, spotkała nas burza, po drodze "szczęśliwa wiata", był to najdłuższy etap wyprawy - 127 km, ale planowo dotarliśmy do Bratysławy. Zwiedziliśmy Bratysławski zamek i starówkę. Słowacja na pierwszy rzut oka okazała się krajem dużo bogatszym niż Węgry. To już Europa.
Austria to już inna bajka. Z Bratysławy do Austrii jechaliśmy ścieżką rowerową na wale przeciwpowodziowym nad Dunajem. Po drodze odwiedziliśmy Bad Deutsch Altenburg, miasteczko z największymi w Austrii murami obronnymi.Następnie Petronel Carnuntum - gdzie mieścił się rzymski obóz wojskowy oraz stolica rzymskiej prowincji Panonia. Potem już prosto do Wiednia, z przeprawą przez Dunaj i plażą nudystów. Wiedeń zwiedzaliśmy w grupach, zaliczyliśmy m.in operę Wiedeńską, Ratusz, Katedrę św. Stefana, pomnik Mozarta, pałac Hofburg i Schonbrun. Na koniec park rozrywki na Praterze.
Na koniec zostały nam Czechy ale zanim tam dotarliśmy jeszcze większość drogi ciągnęła się przez Austrię. Meta była w czeskim Breclaviu, skąd następnego dnia pierwsza grupa wyjechała pociągiem do Polski. Wieczorem na campigu przy czeskim country trochę poszleliśmy.
Nazajutrz ci co zostali w ponad 30 stopniowym upale zwiedzili jeszcze Lednice i Vetlice morawskie pałace wpisanę na listę Unesco.
W wyprawie Nad Pięknym modrym Dunajem udział wzięli:
Podróż rowerową zaczęliśmy od Budapesztu. Na tę stolicę, jedną z najpiękniejszych w Europie poświęciliśmy cały dzień. Przed wyjazdem z Budapesztu zajrzeliśmy do Gedeon Richter (firmy, która przejęła grodziską Polfę) i ruszyliśmy wzdłuż Dunaju do Szentedre , miasteczka, które przypomina nasz Kazimierz nad Wisłą liczy 23 tys. mieszkańców i przyjmuje rocznie ok. 1,5 mln gości. Czy trzeba lepszej zachęty? Ta architektoniczna i krajobrazowa perełka to brama do Zakola Dunaju, „miasto Serbów” i „miasto baroku”, „miasto malarzy”...Następnie do Vysechradu dawnej stolicy Węgier, a tam na wzgórzu zamek, wysoko, - na wjazd zdecydowała się tylko czwórka; Paweł N, Krzysiek, Rafał i Grażynka, reszta pojechała na camping do Domos nad najpiękniejsze zakole Dunaju. Następnego dnia odwiedziliśmy najświętsze miasto na Węgrzech - Esztergom z ogromną Bazyliką.Tam po odsieczy Wiedeńskiej zawitał Jan III Sobieski, ma swój pomnik nad Dunajem, lata później zawitał też STR Milanówek - pomnika jeszcze nie ma.
Następnie wzdłuż Dunaju do Komarno, na słowacką ziemię i odnowa biologiczna na basenach termalnych. A potem, potem pomyliliśmy trasę, spotkała nas burza, po drodze "szczęśliwa wiata", był to najdłuższy etap wyprawy - 127 km, ale planowo dotarliśmy do Bratysławy. Zwiedziliśmy Bratysławski zamek i starówkę. Słowacja na pierwszy rzut oka okazała się krajem dużo bogatszym niż Węgry. To już Europa.
Austria to już inna bajka. Z Bratysławy do Austrii jechaliśmy ścieżką rowerową na wale przeciwpowodziowym nad Dunajem. Po drodze odwiedziliśmy Bad Deutsch Altenburg, miasteczko z największymi w Austrii murami obronnymi.Następnie Petronel Carnuntum - gdzie mieścił się rzymski obóz wojskowy oraz stolica rzymskiej prowincji Panonia. Potem już prosto do Wiednia, z przeprawą przez Dunaj i plażą nudystów. Wiedeń zwiedzaliśmy w grupach, zaliczyliśmy m.in operę Wiedeńską, Ratusz, Katedrę św. Stefana, pomnik Mozarta, pałac Hofburg i Schonbrun. Na koniec park rozrywki na Praterze.
Na koniec zostały nam Czechy ale zanim tam dotarliśmy jeszcze większość drogi ciągnęła się przez Austrię. Meta była w czeskim Breclaviu, skąd następnego dnia pierwsza grupa wyjechała pociągiem do Polski. Wieczorem na campigu przy czeskim country trochę poszleliśmy.
Nazajutrz ci co zostali w ponad 30 stopniowym upale zwiedzili jeszcze Lednice i Vetlice morawskie pałace wpisanę na listę Unesco.
W wyprawie Nad Pięknym modrym Dunajem udział wzięli:
wtorek, 8 lipca 2014
Gorąco! jedziemy nad wodę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








