niedziela, 26 lipca 2015

Bolimów po raz enty... 2015

Nad zalew bolimowski jeździmy co roku. Ma być słońce, woda, relaks a  bywa różnie. Z pogodą nie wygrasz. Dzisiaj ciężko było wygrać z wiatrem pi... jak w kieleckim (pozdrawiamy Kielce), ale kąpiel była, Halinka z Dorotką to już norma, dołączyła Grażka, Paweł i Janusz w tradycyjnym stroju pływackim.
Nie zabrakło też amatorów do łódki (wiekowej stynki1 z 1981 roku, jeszcze na chodzie, przechszczonej na klubową łódź STR MILANÓWEK - dzięki dla Michała za jej dostarczenie nad zalew).

Przekręciliśmy 95 kilometrów. Plażowania za dużo nie było, nie dali, ale przynajmniej tam z góry nie lali, i to było pocieszające, a tu na tym łez padole na twarzach pojawiał się uśmiech, nawet Tadzio, który już w Izdebnie chciał rezygnować dostał kopa i z powrotem grzał fest. Mieliśmy jedną nową osobę, Kasię, dała radę nie odpuściła jak poprzednie nowicjuszki. Zapraszamy na kolejne wycieczki.
Zdjęcia w Galerii (na razie moje ale będą z czasem następne)
ps. 3 x S i chwatit.
Sylwia pozdrawiamy, kuruj się, było ok! nóżka do góry
Sławek o tobie też wspominaliśmy, dasz radę!
Staszek już przybył, choć na chwilę, ma się!

poniedziałek, 20 lipca 2015

Najbliższa niedziela nad Zalewem

Tradycyjnie jak co roku Zalew Bolimowski
 - 26 lipca (niedziela).

Start pod MCK godz. 9,00
 - dystans ok 100 km (asfalcik)

Kazik, Monika i reszta

Sobota 7:00 start z domu, kierunek Shell Grodzisk. Zgarnęliśmy Janka Zakrzewskiego i dalej w drogę do Młochowa. Tam już czekali na nas Benek i Mietek. Kolejna zbiórka w Tarczynie na wiadukcie - Rafał i Michał Raszyn.Z Warszawy jechał Palikot (Andrzej), z którym mieliśmy się spotkać nad Zalewem w Janikowie, jakieś 5km za Kozienicami.

 Pogodę załatwił nam Henio. Od samego rana cieplutko, które przerodziło się w morderczy upal, upał i jeszcze raz upał. Na początku wszytko szło zgodnie z planem pierwszy przystanek w Jasieńcu. Następnie w okolicach Warki, w Głowaczowie, Janikowie. Tu zrobiliśmy dłuższa przerwę, temperatura skoczyła sporo ponad 30 st.C. Ja z Rafałem skorzystaliśmy z okazji pobytu nad zalewem i popływaliśmy. Do celu zostało jakieś 50km i to była trudna trasa. Słońce nagrzewało asfalt, który oddawał kolejne stopnie ciepła. Nie dało rady szybko przejechać. Musieliśmy często stawać. Palikot kontrolował temperaturę i w cieniu po południu mieliśmy 37 st.C.

Jednym słowem MASAKRA. Do tego całą drogę jechaliśmy pod wiatr. Choć z dwojga złego... cieszyłam ze nie ma mojego ukochanego deszczu :)Choć leżenie na trawie wśród szyszek zaliczyłam :) W końcu udało się, dojechaliśmy kolo 17:00. Zakwaterowaliśmy się w Schronisku pod Wianuszkami. Wykąpani gotowi do wieczornego spaceru, z uśmiechem mieliśmy pędzić bulwarem wzdłuż Wisły. Niestety oberwało chmurę, a raczej pol nieba. Burza nie pozwoliła na Zakończenie dnia na starówce. Musieliśmy zostać w pokojach. Zmieniliśmy drugi dzień wycieczki. Zamiast wracać na kolach postanowiliśmy jechać na starówkę. Klasycznie zaliczyliśmy lody, później z Rafałem i Michałem poszliśmy na Górę Trzech Krzyży oraz na zamek.
 Pogoda nadal dopisywała, ale kilka stopni mniej huraa jest tylko 29 st. C.
Następny cel Zamek w Janowcu, na który trzeba się dostać promem przepływając Wisłę i długim podjazdem pod górę. No i tu w końcu szczęśliwy był Raszyn, jego ukochane górki. Tam spędziliśmy na trawce kolejną godzinkę zrywając boki z Palikota. Sory Julek, masz konkurencję i to potężną :) Facet jest nie przeciętny! Polecam zabieranie go na wycieczki. Ubaw po pachy. Dalej już było łatwiej Panowie zaczęli cisną jadąc ponad 40km/h. I tak dojechaliśmy do Dęblina. Wsiedliśmy w puszkę (pociąg). Był tak nagrzany ze odeszła nam ochota na cokolwiek. W warszawie przesiedliśmy się o 19:00 w pociąg do Milanówka. Palikot pojechał 1 pociągiem do Powiśla (mieszka w tych okolicach), a Benek z Raszynem do Zachodniej, gdzie każdy ruszył na kołach w swoją stronę. Michał do Raszyna, a Benek do Klaudyna kolo Babic. Każdy miał jakieś 15km do przejechania. My zaś wsiedliśmy w drugą puszkę i coo? Burza! Zwaliło drzewo gdzieś na trakcje w okolicy Ursusa i nic nie jeździło do Milanówka. Wsiedliśmy w pociąg do Grodziska. Rafał pojechał na kołach do Pruszkowa a my do Milanówka. I tak zamiast o 20:00 w domu byliśmy kolo 22:00. WYJAZD ZALICZAMY DO UDANYCH!!!
Monika

niedziela, 12 lipca 2015

Wakacje, niech żyją wakacje... Zagroda Ojrzanów

No tak wakacje, jeździć się nie chce?. Zagroda Ojrzanów - miejsce, w którym byliśmy przejazdem przy okazji rajdu na orientację z Termami Mszczonów. tERAZ  wycieczka samodzielna STR, najkrótsza w tym roku, niespełna 50 kilo.
Ale wakacyjna, wakacyjna, wakacyjna... było nad wodą, było na łódce, piłeczkę siatkarską też się poodbijało, trochę się pojadło - ogórkowa, kiełbacha, golonka, jakiś barszcz czerwony brrrr z octem, cydr, lody ze smalcem, o nie chleb z lodami a lody z ogórkiem.... albo coś w tym rodzaju, w każdym razie smakowało,

potem mecz, już prawdziwy w PILKĘ NOŻNĄ, Goli pokonali Koszulkowców 2:1.






 Powrót wymyśliła Majka, przez jakieś żeremia, i nawet fajowe miejsce, woda, drzewo w wodzie, a na tym drzewie drugie drzewo i tam pod tym trzecim drzewem miał być bóbr, niestety jak dowiedział się że zbliża się STR bryknął, a STR popstrykał parę fotek i bryknął do Milanówka, na lemoniadę do Majki.


na całość podróży foto zapraszam do galerii.

poniedziałek, 6 lipca 2015

zagroda Ojrzanów

Najbliższa niedziela 12 lipca to wycieczka do zagrody Ojrzanów
(kilka osób z nas już było w tym miejscu przy okazji Rajdu na Orientację z Remami Mszczonów) - warto więc odwiedzić to miejsce.
Start po MCK godz.10,15
Proponowana trasa Milanówek - Owczarnia - Urszulin - Rusiec - Młochów- Krakowiany  - Ojranów
(powrót do uzgodnienia na miejscu - dystans ok 60 km)
W Zagrodzie przewidziany odpłatny poczęstunek. O Zagrodzie więcej tutaj

4 tys. km rowerem po Gruzji

Uprzejmie donoszę,że w środę w takiej fajnej klimatycznej knajpce Południk zero ( Wilcza 25), dwóch gości będzie opowiadało i pokazawało na slajdach jak przejechali na rowerach 4 tys km po Gruzji. Może ktoś będzie zainteresowany.
pozdrawiam Justyna
szczegóły tutaj

wtorek, 30 czerwca 2015

Rekordowe Święto Roweru w Lubartowie

Jest to największa w Polsce impreza rowerowa, i co roku pada nowy rekord. W ostatnią niedzielę na Trasach w Lubartowie kręciło 14 347 rowerzystów, w tym 14 z STR Milanówek.

Dla większości z nas Lubartowskie Święto Roweru,
które odbywa się  w niedzielę powiększyło się do trzech dni.
27 czerwca (sobota) pociągiem do Pilawy, a dalej na kołach do Firleja pod Lubartowem, wyszło 130 km. Po drodze w Woli Okrzejowskiej zwiedziliśmy Muzeum Sienkiewicza.


W ośrodku Wodnik nad jeziorem wspólne ognisko z klubami rowerowymi z Lubartowa - Relaks, TTX z Warszawy oraz z Białorusi i Ukrainy.

Niedziela 28 czerwca Lubartowskie Święto. Do Lubartowa mieliśmy ok 10 km  (ale tam jest wszędzie 10 km ). Pojechaliśmy razem z drużyną Białoruską. Potem już na trasy ruszaliśmy sami. Najpierw najkrótszą Do Kozłówki, gdzie zwiedziliśmy Pałac Zamojskich i  Muzeum Socrealizmu.
Trasa 17 km. Drugą trasę wybraliśmy nową, 5 a trafiliśmy jak w
"Dziesiątkę", Wspaniałe widoki, trochę lasu i trochę atrakcji. Pogadanka z leśnikami, zwierzyniec U Adama, no i turniej w strzelaniu z łuku. Zwyciężyły dwa Michały.A tak ogólnie łucznictwo nie jest jednak naszą mocną stroną. Druga trasa liczyła 37 km. .




Wieczorem już wspólna parada ulicami Lubartowa.
Naprawdę tak masa luda na rowerach robi wrażenie. Jesteśmy pełni podziwu dla organizatorów. Kawał dobrej roboty. 45 tys litrów grochówki, podobno gotowali od czwartku.
Na koniec losowanie rowerów. W związku z tym, że była to XXII impreza, rozlosowano 22 Gianty. Nam się nie poszczęściło.
Wróciliśmy do Firleja późnym wieczorem, ale nie od razu do łóżek. Jeszcze imieniny Pawła, i spotkanie z gośćmi z Białorusi. Może się do nich wybierzemy.

Powrót w poniedziałek 29 czerwca na kołach do Dęblina 66 km, dalej pociągiem.
W sumie przekręciliśmy  ponad 300 km, w naszej galeri sporo zdjęć. A o Lubartowskim święcie też u źródła gdzie również nasze zdjęcia Link tutaj.